009.Ocena bloga Musivum


Muszę zostawić na chwilę tumblra, facebooka, daviantART i generalnie wszystko pozostałe, dopóki mój „fangirl mode” jeszcze jest do opanowania.
Ome, nareszcie ogarniam Twój blog.

Wjazd do miasta 8/10
Musivum – nic mi to nie mówi. Początkowo myślałam, że to po prostu Twój nick, ale na blogspocie podpisujesz się zupełnie inaczej. Drugie skojarzenie – nazwa opowiadania. To mi się podobało już nieco bardziej, zgodziłam się sama ze sobą i nagle szok – opowiadania są różne. Chociaż z drugiej strony, wszystkie mają to słowo za jakby… Tytuł główny.  Wiem, że pierwsze wrażenie nie jest od tego, by się w to zagłębiać, ale akurat w Twoim przypadku nie mogłam się powstrzymać. I się wszystkiego dowiedziałam. Musivum to mozaika. A tę mozaikę tworzą Twoje teksty.
Brzmi… Inteligentnie.
Jeżeli chodzi o belkę, to niestety – nie zaskakuje. Znów jest to „musivum”. Składam to jednak na karb tego, iż to jest Twój profil na livejournal, a że się nie znam na tym serwisie (wiem, wygląda to tak, jakbym znała się tylko na Onecie i trochę na Blogspocie, no ale proszę was…)
Wygląd bloga za chwilę.
Na razie 8 punktów, bo adres jest tajemniczy, zachęcający, a ja chcę tu zostać.

Architektura 10/15
Wiem, że mało, ale sama musisz przyznać, że szata graficzna livejournala nie jest czymś, na czego punkcie oszalałby każdy grafik. Nie żebym się uważała za Grafika, ale zmysł estetyczny mam, a on bardzo cierpi, patrząc na ten prosty wystrój. Przypomina mi on pierwsze strony internetowe w początkach działalności Internetu i to trochę boli. Wygląda to tak, jakby livejournal nie nadążał za światem. Nie wiem, czy to Ty mogłaś wybrać kolory, ale na zakładkach wszystkie są jakby z innej parafii: tam błękit, tu granat, a tu znowu czerń. Oczy bolą. Nie wiem, jak mam to ocenić dlatego nieco zawyżam.
To by było na tyle – nie piszę więcej, bo mam wrażenie, że bardziej obchodzi Cię treść.

Zwiedzanie 34/46
Wiem, że najlepiej by było, gdybym oceniła wszystko, ale zwyczajnie nie jest to fizycznie możliwe, ponieważ zajęłoby mi to tysiąc lat, a Ty na ocenę czekasz już dość długo. Dlatego do samej oceny wybiorę twory osobne, cztery wybrane losowo ekskursy, a nie części opowiadań. Mam nadzieję, że ocena Cię usatysfakcjonuje, a gdyby coś, to możesz zgłosić się do oceny ponownie.
Gott mit uns!
A)Historia  23/30
Lekcja poglądowa o tworzeniu życia. Wydanie bibliopatyczne ulepszone
Kiedy przeczytałam początek, uznałam, że jestem dosyć podoba do Olgi. To znaczy – mam ten sam stosunek do książek. Chociaż moja skromna kawalerka świeci wciąż pustkami, to pokój w domu rodzinnym jest zawalony książkami od podłogi po sufit.
Nie wydarzyło się tu zbyt wiele – i chyba nie miało wydarzyć. Mimo to było przyjemnie. Nie mam czasu na czytanie „prywatne” („Biedni ludzie z miasta Łodzi” wydają się leżeć na jednej z książkowych górek z jakimś takim Wyrzutem, a ja przecież mam jeszcze tyle Marvela do odnalezienia i przebrnięcia!), ostatnio ograniczam się do czytania internetowych konwersacji i prześmiesznych napisów na różnych memach, więc przyjemne było w tym to, że zalała mnie fala słów. Twoja elokwencja gdzieś w połowie zaczęła mnie przytłaczać, ale przetrwałam ten Krytyczny Moment.
Dzięki temu mogę ruszyć dalej.
Trzy dni, noc i poranek
Moje oczy umrą. Nieważne.
Konrad, Olek, zdrada – zaczyna się ciekawie. I nie, nie przeszkadza mi.
Znów jest cholernie dużo słów. Naprawdę ucieszyłam się, gdy zobaczyłam półpauzę rozpoczynającą dialog. Nie wiem czy to moja cierpliwość się jakoś Dramatycznie Skurczyła czy też może zbytnio przyzwyczaiłam się do marvelowskich komiksów.
Tutaj powiem tylko tyle, że lekko zawiodło mnie zakończenie. Oczywiście, w całej reszcie tekstu była odpowiednia ilość emocji, słowa dobrze dobrane, wszystko było emocjonalne – nie umiem tego lepiej określić. Ale to zakończenie. Takie małe „ojejku, ale tak?” – po całym dobrym tekście. Nie zaskoczyło mnie, a oczekiwałam jakiegoś zaskoczenia.
Nie wiem dlaczego.
To, co się nie może wydarzyć
Tym razem tekst jest krótszy. Może – paradoksalnie – będę mała coś więcej do powiedzenia na jego temat.
Pierwsze – powtórzony motyw z poprzedniego ekskursu. Chociaż imiona inne. I sytuację. No ale proszę Cię, charakterologicznie postacie jakby podobne. Ale o postaciach później.
Tekst to fantazmaty Wiktora na temat Krzyśka. Jakieś fantazje, niespełnione pragnienia. Dużo słów. Bardzo dużo słów. I nie do końca jestem pewna czy przez nie mówisz to, co chcesz powiedzieć. Piszesz bardzo dobrze, ale czasem mam wrażenie, że samo użycie słów czy kontekstów jest ważniejsze od treści. I to mnie drażni – to, właśnie to, czego nie potrafiłam określić przy okazji opowieści o Oldze. W końcu dowiedziałam się, co to takiego.
Czytając Twoje utwory mam wrażenie, że forma jest ważniejsza od treści.
Pusty prostokąt zbielałej trawy
(W międzyczasie porwał mnie Tumblr, „fangirl mode” nieco się ożywia – ot, takie opowieści w Międzyczasie)
Właściwie, jeśli chodzi o zarzuty i zalety, to są takie same jak w poprzednich dwóch. Nie widzę sensu ich powtarzania. Gdyby wciąż coś było niejasne – może uda mi się obronić tezy w komentarzach.
Bardzo mocno skupiasz się na opisach, ale nie opisach miejsc – te jakby nie istnieją. Widzę postaci na kompletnie białym tle. I nie wiem, czy to moja Ułomność, czy Twoja Wina, ale wszystkie są dosyć podobne. Oczywiście, nie mówię, że opisów miejsc wcale nie ma, ale są dosyć ubogie. Jak na takie ilości słów, po prostu śmiesznie ubogie. Być może wybrałam kiepski materiał do oceny i w ekskursach o to chodziło, a ja się czepiam, ale nie umiem inaczej. Dlatego też nie mogę dać pełnej liczby punktów, chociaż piszesz z sensem, bezbłędnie oraz względnie zajmująco.  Jak powiedział wczoraj mój kochany profesor od kultury macedońskiej „tak jest zgodnie z moim sumieniem”.
B) Do odrestaurowania 6/6
- przecinki 2/2
- brak literki 2/2
- inne 2/2
Rzadki przypadek bezbłędnego pisania. Aż ja drżę, ileż to błędów interpunkcyjnych zdążyłam na tych dwóch stronach narobić!
C) Widok z lotu ptaka 5/5
Daje maksimum, bo to coś, co warto jednak poczytać, jeśli chce się zajrzeć do czegoś innego, inteligentnego i doskonałego technicznie.
D) Ważne osobistości 3/5
Dlaczego tylko trzy? Bo tak jak napisałam, część z bohaterów wydała mi się być dosyć podobna. Przytłoczyłaś ich nieco formą, nie pozwoliłaś się jakoś rozwinąć. Mają wiele uczuć, ale nie są to uczucia… spersonalizowane.

Zabytki 9/10
Właściwie podstroi jako takich nie ma. Jest trochę o tym,  czym Musivum jest, masz spis treści oraz podstawowe informacje o sobie. Posiadasz też linki – posegregowane, podzielone, uporządkowane. Wszystko na jednej stronie. Najpewniej jest to wina livejournala, że to wszystko jest jakoś tak… Na raz.

Ostatnie zdjęcie 2/5
Dostajesz dwa punkty, ponieważ w sumie urzekł mnie Twój perfekcyjny warsztat. Nie mogę Ci powiedzieć, że jest to coś, do czego bym czym prędzej wróciła, ale być może jeszcze zajrzę do twojego Kątka Internetu, a wtedy najprawdopodobniej zobaczę, że nie oceniłam cię w pełni sprawiedliwie. Chociaż subiektywnie.

W sumie otrzymujesz 66 punktów na 86 możliwych, co daje ci ocenę dobrą. Chciałabym postawić piątkę, ale z punktów ona nie wynika. Nie mam czego podciągnąć.

Możesz mnie zniszczyć w komentarzach, wiem, że ostatnimi czasy nie jestem Wzorem Oceniającego…


6 komentarzy:

  1. Po pierwsze – dziękuję za ocenę. Po drugie – fakt, LiveJournal jest dość specyficznym serwisem, więc mogę zrozumieć, że ktoś, kto nie miał z nim dotąd do czynienia, odbierać go może różnie, i to z naciskiem na bardziej minusowe „różnie”. Kolory to mój wybór – mnie się wydają do siebie pasować. Zauważyłam jednak, że to różnie wygląda w zależności od rozdzielczości komputera, a że o rozdzielczościach nie mam zielonego pojęcia, nie zamierzam dyskutować. Inna rzecz, że lubię prostotę. A co do belki – LJ nie ma czegoś takiego jak blogowa belka, po prostu powtarza się na niej główny tytuł żurnala. Więc znów – specyfika.
    Tyle, jeśli chodzi o kwestie techniczne.

    Jeśli chodzi o treść...
    Nie, nie zamierzam Cię niszczyć w komentarzach, nie interesuje mnie taki kierunek komentowania. Przyznam jednak, że czuję się ogromnie mocno zawiedziona oceną – właśnie ze względu na to, że wybrałaś tak mały kawałek „Musivum”, a do tego same ekskursy – które stanowią, jak zaznaczałam w „Spisie treści”, dygresje, dopowiedzenia, dodatki. Samodzielnie mogą funkcjonować, jak najbardziej – ale w pełni istnieją i są widoczne dopiero w połączeniu z innymi tekstami.
    Z przykrością muszę stwierdzić, że czuję się w tej ocenie „odpękana”: parę rzeczy przeczytałaś, napisałaś na ten temat parę zdań, i tyle, „Musivum” odhaczone na liście „do ocenienia”, w kolejce o jeden blog mniej, lecimy dalej. O tym, jak wygląda cała konstrukcja kompozycyjna „Musivum”, jak kolejne teksty dopełniają poprzednie, jak wyglądają rozmaite formy narracji i jak się sprawdzają w danych tekstach – nie wiem po tej ocenienie nic; podobnie nie wiem na przykład, jak wyglądają bohaterowie oglądani różnymi – w tym swoimi – oczami. Wybór samych ekskursów jest bardzo pechowy, właśnie dlatego, że z założenia są to teksty mocno wycinkowe, ograniczone do jednego drobnego elementu, nad którym się chciałam zatrzymać poza powiązanym z danym ekskursem „tekstem głównym”.
    Tym też tłumaczyłabym Twoje wrażenie podobieństwa bohaterów – zobaczyłaś niektórych w jakichś momentach, z tylko jednego punktu, z tylko jednej chwili życia, nie masz pojęcia o historii, jaką już wnoszą i o tym, co z momentu ekskursowego z kolei wynoszą. Chyba najbardziej uderza mnie to w przypadku Wiktora – i przepraszam, jaki powtórzony motyw z „Trzech dni”? Tam jest zupełnie inne wydarzenie, zupełnie inny problem, inne postacie. A kwestia podobieństwa charakteru (Wiktora do Olka czy Wiktora do Konrada) szczerze mnie zaskoczyła. Na jakiej podstawie wyciągnęłaś ten wniosek?
    Co do opisów miejsc – znów: wybrałaś te teksty, które są akurat „zamknięte”: w czterech ścianach, w głowie bohatera, w sytuacji, w której to, co na zewnątrz, dookoła, praktycznie nie istnieje. Gdybyś na przykład zajrzała do „Stron”, zobaczyłabyś sporo Szczecina; gdybyś spojrzała do „Włóczykija”, zobaczyłabyś Szczecin, wsie, miasta, dworce.
    Forma nie jest dla mnie ważniejsza od treści, ale jest ważna; do tego lubię się bawić słowem i uważam, że można w ten sposób coś powiedzieć o historii i bohaterze, można przekazać coś dodatkowo. Co do „cholernej ilości słów” – czasami słowami, mówieniem, zagadywaniem wręcz, próbuje się zagłuszyć to, czego się nie chce powiedzieć, pomyśleć, poczuć. Gdybyś na „To, co się nie może wydarzyć” spojrzała przy udziale „Stron” i „Ku stronom”, mogłabyś pewnie lepiej wyłapać, na czym polega problem Wiktora i słów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze, jeśli chodzi o podobieństwa bohaterów: ludzie bywają pod pewnymi względami do siebie podobni – pod pewnymi inni. Ale podobieństwa i odmienności nie da się w pełni stwierdzić po zaledwie czterech krótkich, a do tego z założenia wycinkowych tekstach. Mnie też nie interesuje tworzenie postaci, z których każda będzie zupełnie inna od innych, tak sztywno i na amen – interesuje mnie wychwytywanie podobieństw i różnic. Mam bohaterów, którzy się szczerze nie znoszą (jeśli nie gorzej), ale gdy im się przyjrzeć, okazuje się, że mają pewne wspólne cechy, wspólne poglądy, choć sami mocno się od siebie różnią; a co więcej, te elementy wyjściowo podobne prowadzą nieraz do zupełnie odmiennych wyborów, postaw, historii.

    Podsumowując: dziękuję za poświęcony czas i za pozytywne i/lub pochwalne uwagi. Tego, by zachować równowagę między formą a treścią, staram się pilnować i pilnować będę dalej. Pozostaje mi, niestety, przykre uczucie bycia potraktowaną (przeczytaną) po łebkach; podczas lektury oceny co chwila pojawiała się myśl: „A gdybyś przeczytała do tego tekstu i ten tekst, to byś zobaczyła dodatkowo to i to”. Mówiąc szczerze, wolałabym poczekać jeszcze trochę (albo więcej niż trochę) i poznać odbiór całości, bo w tej chwili czuję się tak, jakbym przyszła do dentystki na przegląd, a ona spojrzała na cztery dowolnie wybrane zęby i stwierdziła: „W tych nie ma próchnicy, więc w innych pewnie też nie, uciekaj już z fotela, bo w poczekalni straszna kolejka”. I stanu całego uzębienia dalej nie znam, wiem tylko tyle, że akurat te cztery zęby jeszcze są zdrowe.
    No cóż – szkoda.

    Pozdrawiam,

    Ome

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że możesz mieć takie wrażenie, ale naprawdę próbowałam czytać całość i w pewnym momencie stwierdziłam, że się nie przebiję. Nie potraktowałam cię po łebkach, chociaż rozumiem, że możesz czuć się w jakiś sposób zlekceważona. Ograniczyłam się dosyć do swoich wrażeń, jedynie dlatego, że Twoje teksty w jakiś sposób mnie przytłoczyły. Były... Duszne. Naprawdę nie umiem lepiej tego opisać, ale sądzę, że dłuższe obcowanie z Twoim blogiem spowodowałyby, że na ocenę czekałabyś rok. Poświęcałam co najmniej dwa dni na każdy oceniony fragment i naprawdę starałam się napisać "coś", ale nie byłam w stanie.

      Usuń
    2. No cóż, skoro nie dałaś rady się przebić, to trudno - i jasne, wiem, że nie potraktowałaś mnie po łebkach celowo, to po prostu moje odczucie. Kwestia duszności tekstów jest zastanawiająca - jeden z nich na pewno miał taki być (sporo tego, co wiąże się z Wiktorem, jest dla mnie duszne), ale przy pozostałych byłam zaskoczona.
      No nic, to Twoje wrażenia, do których masz prawo - i było ciekawie je poznać. Dziękuję zatem jeszcze raz za poświęcony czas i ocenę.

      Pozdrawiam,

      Ome

      Usuń
  3. Ome, długość twoich komentarzy mnie powaliła. Aż jestem ciekawa o co chodzi w twoim opowiadaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze nic, na "Szczerych i sprawiedliwych" odpowiedź zajęła mi cztery komentarze. Rozgaduję się z zasady, przyznaję bez bicia.
      A na "Musivum" zapraszam, jeśli przyjdzie ochota, może akurat przypadnie Ci do gustu ;)

      Usuń