030. Ocena Bloga Hermiones Diary


Nie lubię odpoczywać, dlatego zbieram się w sobie i siadam do bloga Marii N. Joy.
A poza tym, nie jestem w stanie zrobić niczego innego. Muszę odreagować niesamowity finał czwartego sezonu i regenerację Dziesiątego w Jedenastego. Dzisiaj nienawidzę Davida Tennanta i wszystkich scenarzystów „Doctora Who”.

Wjazd do miasta 9/10
Oczywista sprawa jest oczywista – zacznę od adresu – hermiones diary – pamiętnik Hermiony. Niby nic skomplikowanego, ale od razu zdradza o czym jest blog – poterrowskie FF. Pytanie tylko, z kim złączysz swoją bohaterkę – z Severusem? Z Draco? Z Zabinim? Czy z Ronem – chociaż ten ostatni jest najrzadziej wybierany. Nie wiedzieć czemu… Czyżby rude było naprawdę nieatrakcyjne?
[Broz-Tito z rozrzewnieniem wspomina młodego Paula Scholesa…]
Porzućmy sprawę tak oczywistą jak romans w FF. Belka. Mam chyba dziś szczęście, bo nie widzę wieży Babel, belka też jest po angielsku – „we met with a goodbye kiss” – no i teraz kto chce się założyć, że nie będzie romansu, hę?
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie sprawdziła, czy słowa z belki nie są przypadkiem kradzione, bo wydają mi się dziwnie znajome. Och, oczywiście!
We met with a goodbye kiss
I’d broke my wrist…
Trafiłaś we mnie na fankę Angoli wszelkich, co BBC nie od wczoraj ogląda i słucha. Te słowa pochodzą z piosenki „Goodbye Kiss” zespołu Kasabian. Jeśli nigdzie nie będzie o tym informacji, to się pogniewam. Chociaż w sumie powinna być już na belce…
Pierwsze spojrzenie na szablon i… pozwolisz, że zacytuję klasyka: ciemność, widzę ciemność!

Architektura 12/15
Blog jest… Czarny. Po prostu czarny. I ma czarno-biały nagłówek. Niby prostota jest dobra, ale monochromatyczność w blogach to lekkie przegięcie. Już widzę, jaka będę wypoczęta po przeczytaniu chociażby dwóch rozdziałów tego opowiadania – nie dość, że czcionka szarawa, to jeszcze malutka. Już teraz mi te literki tańczą przed oczyma.
Układ bloga jest lewo kolumnowy, a sama strona wygląda na uporządkowaną, więc gdyby nie ta monochromatyczność, może byłoby lepiej. Bo do nagłówka mam tylko maleńkie „ale”.
Składa się on z diabelnej ilości fotomontaży przedstawiających Hermionę i Draco (ha! Nie mówiłam? Romans!). Ja już kiedyś coś gderałam na temat jakości większości z tych nieszczęsnych fotomontaży, ale te wybrane przez ciebie jeszcze nie są najgorsze. Jest ich po prostu trochę za dużo: napaćkane ich tu i tam, aż nie wiadomo na co patrzeć. Jeszcze jakby tego było mało, to użyłaś efektu zamglenia, a do tego dodałaś jakieś… Światełka. Nie za dużo grzybków w tym barszczu?

Zwiedzanie 27/46
Szesnaście rozdziałów – nie takie rzeczy się w życiu czytało, przejdę przed wszystko.
Gott mit uns!
[Allonsy! Geronimo! – zakrzyknęła radośnie ta część umysłu Broz-Tito, która wciąż rozpatrywała regenerację Doktora]
A)Historia 17/30
Rozdział 1:
No, jak to jest rozdział pierwszy, to ja poważnie powinnam pomyśleć o wstąpieniu w szeregi baletu Bolszoj. Skopiowałam do Worda – to 852 słowa. Bardziej prolog niż cokolwiek innego.
[Broz-Tito zaczęła rozważać sens istnienia… tfu! To jest sens pisania kilkunastostronicowych rozdziałów swoich blogowych opowiadań]
Ten rozdział nawet ma konstrukcję prologu – Hermiona rozmyślająca o tajemniczym nim [o Draco, wszyscy to wiedzą, ale niech będzie]. 
Hermiona, której imponuje to, że Malfoy pogardza wszystkimi wkoło jest konstrukcją dziwną i bardzo niekanoniczną. Hermiona myśląca o zaletach Malfoya jest strasznie… Niewyobrażalna (jak na razie).
Tak na marginesie: Draco miał w ogóle jakieś zalety?
Czy FF nie powinny opierać się na kanonie? Chociaż z drugiej strony, jeśli to wszystko poprowadzisz umiejętnie, kanonu za mocno nie skrzywdzisz, to może być to nawet ciekawa lektura. Styl masz lekki, czyta mi się przyjemnie, błędów nie widzę…
Czytać, nie umierać!
Rozdział 2:
Dobra, myślałam, że ten wypadek przy pracy z długością notki to tylko taki wstępniak. Ale następny rozdział jest niewiele dłuższy. Co się może wydarzyć w tysiącu słów? Na razie mam złe przeczucia, że ciągłość akcji przez to ucierpi.
Nie rozumiem też, dlaczego dialogi bohaterów dodajesz po enterze między opisami, a nie jako treść składniową całego tekstu. I dlaczego nie ma przy nich żadnych opisów dotyczących chociażby tonu, jakim są wypowiadane? Przecież to tylko działa na twoją niekorzyść, sprawia, że tekst jest uboższy i mniej plastyczny…
Ten fragment o tym, że Malfoy miałby się nabijać z tego, że Hermiona robi sobie nadzieję, jest troszeńkę nielogiczny – powiedz mi, skąd on miałby o tym wiedzieć, skoro to jedynie sfera marzeń i rojeń głównej bohaterki? Mają jakieś mentalne połączenie nadzwyczajne?
O Boże, co pomyślał sobie Draco, kiedy na niego wpadła – ani chybi posądził o  niecny atak… Autorko? Nie robisz ty aby z Hermiony sfiksowanej małolaty, co traci rozum na widok faceta? I co ma do tego wszystkiego to, że jest poukładana? Jak rozumiem osoby poukładane nie mają prawa się zamyślać i przypadkowo zderzać z ludźmi…
I czy z Hermiony w czasie uczty nie wyłazi klasyczny stalker?
Rozdział 3:
Pod notką – krótką jak poprzednie dwie – widzę komentarz „długa nocia”. Ta część pleców, kiedy to tracą one swą szlachetną nazwę aż mi ścierpła. To wcale nie jest długa „nocia”. I akcja na tym cierpi… Chociaż nie tak bardzo, bo prawie jej nie ma. Wszystko kręci się wokół tego, że ogłupiała Hermiona ciągle myśli o Draco.
Hermiona nie chce wpadać w paranoję, ale ja mam wrażenie, że już w nią wpadła. W końcu to ciągłe myślenie o tym, co myśli/co robi/co chciałby robić/ czy o niej myśl/czy mu się podoba jest lekko niezdrowe, nie sądzisz?
Zdarzają ci się potknięcia w dialogach. Otóż, jeśli wypowiedź po myślniku dotyczy jej ściśle, tj. zaczyna się od słów powiedział/rzekł/burknął/mruknął/cokolwiek to wypowiedzi bohatera nie kończysz kropką. Jeśli natomiast tekst po wypowiedzi ściśle jej nie dotyczy, to wtedy stawiamy kropkę. Przykład:
- Ubierz się – powiedziała matka.
LUB:
-Ubierz się. – Matka spojrzała na nią niechętnie.
I nie piszemy zwrotów grzecznościowych w dialogach ani w ogóle prozie wielką literą, na miłość Boga!
Tak na marginesie: sytuacja kiedy Hermiona  podczas lekcji eliksirów tak ni w pięć ni w dziesięć uświadamia sobie, że jest ładna, jest po prostu… Jest… Jakaś taka nie na miejscu. Ja rozumiem, trzeba siebie lubić, ale myślenie „ależ jestem piękna!” w takich okolicznościach to trochę bez sensu, nie sądzisz?
I tak w ogóle, na którym roku umiejscawiasz akcję swojego opowiadania, skoro Syriusz jeszcze żyje? Bo jeśli na czwartym/piątym to w sumie te myśli Hermiony nie są już takie nie na miejscu. Ale z drugiej strony, Hermiona określa już siebie jako dojrzałą kobietę, więc to chyba szósta/siódma klasa. W takim układzie te myśli są już niepokojące…
Rozdział 4:
Na początku wpadka logiczna – co mają horkruksy i ich zastosowanie do biografii dyrektora Hogwartu, którą podobno czyta panna Granger?
I, tak  na marginesie: Hermiona była w tej bibliotece w kiecce czy w piżamie? A może to był jej sen, tylko, że nie wyróżniłaś go od reszty tekstu?
W ogóle dialogi w tym rozdziale są bez sensu. Bez najmniejszego sensu.
Och. To był jednak sen. Może warto by było odróżnić go chociażby za pomocą kursywy?
Rozdział 5:
Ten rozdział – w pełni poświęcony Draco – był chyba najlepszym z dotychczasowych. Emocje opisane prosto i jasno, tak, że łatwo w nie uwierzyć. Moim zdaniem zgłębianie psychiki Draco wychodzi ci lepiej niż te ciągłe rozmyślania Hermiony, które można podsumować „ojej, a co on sobie o mnie pomyśli?”.
Rozdział 6:
Cóż, Malfoy jest nareszcie bardziej ślizgoński, chociaż obrażania przyjaciela osoby, która mu się podoba nie nazwałabym najbardziej dojrzałym zachowaniem na świecie. Wygląda to jak podstawówkowe końskie zaloty.
Rozbroił mnie też twój Albus, patrzący na Draco z politowaniem. Nie wyobrażam sobie starego dyrektora zachowującego się w taki sposób w stosunku do ucznia. Ale twoje postaci są dosyć niekanoniczne. Jeszcze nie wiem, czy to im szkodzi. Ale na pewno nieszczególnie pomaga.
Rozdział 7:
Na początku zupełnie nie wiadomo, o kogo chodzi – kto umarł i w jaki sposób. Imię tej osoby pojawia się dopiero w połowie rozdziału, a i tak tłumaczysz niewiele. Nie jest to najlepsze dla czytelników, bo widzisz, ty wiesz, co chcesz napisać, ale oni nie wiedzą. I twoim zadaniem jest zapisać wszystko tak, żeby wiedzieli, o co chodzi. Nie tłumaczysz dlaczego dementor zaatakował Crabbe’a.
[Broz-Tito przez wzmiankę o dementorach  i wysysaniu duszy przypomniał się „Harry Potter i Czara Ognia”. Barty Crouch znów wizualizował się jako (świetny!) David Tennant. Adaptacje są złe.]
Rozdział 8:
Powiem tylko tyle: nie wydaje mi się, żeby uczniowie Hogwartu mogli ot tak sobie wyskoczyć do wioski. Szczególnie w czasach, gdy Volde… O czym ja gadam, tu o Czarnym Panu nie ma nawet zająknięcia.
I dlaczego Malfoy uśmiecha się szyderczo prawiąc komplementy?
I czy rodzice Crabbe’a i Goyle’a też nie byli przypadkiem Śmierciożercami? Jestem na 99% pewna, że byli zatem śmierć Vincenta „dlatego że nikt z Crabbe’ów nie jest sługą Lorda” wydaje się mieć jeszcze mniej sensu. Chociaż nareszcie jest napomknięcie o Lordzie. Chociaż ten twój Lord jakiś dziwny – po co miałby zabijać za pomocą de mentorów jakiegoś dzieciaka? Nie lepiej od razu nasłać ich na Pottera?
Rozdział 9:
Okno w lochach – nie za duża ekstrawagancja?
Zauważyłam lekką zmianę stylu na plus, chociaż opisy otoczenia dalej leżą. Są szczątkowe, tak jakbyś uznała, że książkę każdy czytał lub widział film, więc nie masz obowiązku opisywania niczego więcej prócz uczuć. Uczucia też są ważne, ale to opisy otoczenia tworzą klimat. Postacie poruszające się niemal w pustce, chociażby odgrywały najlepszą dramę świata, będą się przez to wydawały uboższe.
Rozdział 10:
Cóż. Przy okazji tego rozdziału mogłam jedynie zastanawiać się, jaką to historię o Malfoyu opowiadała Ginny Hermiona – nie bardzo był to związek, bo spotykali się krótko. Mogła co najwyżej opowiadać jej o swojej fascynacji.
W ogóle uważam, iż jeśli Malfoy bardziej będzie przypominał kanonicznego siebie, tym lepiej dla postaci.
I cóż jeszcze… Znów brak opisów, a można by tak dobrze opisać łazienkę prefektów chociażby.
Rozdział 11:
Krótki ten „etap załamania” jak na śmiertelnie zakochaną kobietę. Jedna noc i po sprawie – też bym tak chciała.
Nie rozumiem też, dlaczego tak krótka była ich wizyta u Hagrida, skoro podobno długo się nie widzieli. Czy to ma związek z ową tajemniczą Azalią? Mam nadzieję, że wytłumaczysz, kim ona jest.
Och, azalia to roślina. W takim razie dlaczego jest napisana wielką literą? To wprowadza w błąd!
Rozdział 12:
Na szczęście pojawia się w tym rozdziale coś innego, niż przemyślenia Hermiony na temat Draco. Bardzo podoba mi się to, że nie zapomniałaś o tym, że wątki poboczne też są ważne. I bardzo jestem ciekawa, co to takiego azalia i jakie ma właściwości.
Właściwie w tym rozdziale udało ci się po raz pierwszy wzbudzić moją ciekawość, chociaż opisów jak nie było, tak nie ma.
Rozdział 13:
Światełko w tunelu! Poprawa w stylu! Dłuższy rozdział! Jesteś na dobrej drodze – naprawdę podobały mi się opisy emocji, były prawdziwsze od tych poprzednich. Jeszcze tylko opisz otoczenie, a będzie dobrze.
Zresztą, w tym rozdziale miałaś kilka okazji, by opisem spowolnić akcję – na samym początku mogłaś opisać Wielką Salę, potem Wrzeszczącą Chatę, ubiór Draco… Tyle okazji, żadna niewykorzystana. Trochę szkoda.
Rozdział 14:
Ten rozdział po prostu po raz kolejny potwierdza, że pisanie o uczuciach Draco – paradoksalnie – wychodzi ci lepiej niż pisanie o uczuciach Hermiony.
Rozdział 15:
Och, nareszcie wiemy, czym jest azalia. Ciekawe działanie. Jak rozumiem, sama wymyśliłaś tę roślinę? Jeśli tak to świetnie, przecież właśnie o to chodzi w FF – do czyjejś pracy dodać coś nowego i świeżego.
Chociaż nie wiem dlaczego składnika ukrytego przez Slytherina w pokoju wspólnym jego domu miałaby szukać Hermiona. Osobiście wydaje mi się, że byłby to widok dziwniejszy od szukającego go tam Snape’a, opiekuna domu.
Rozdział 16:
Właściwie tutaj nie mam żadnych nowych uwag. Zakończenie było interesujące, podtrzymuje ciekawość czytelnika.
B)Do odrestaurowania 4/6
- przecinki 2/2
-brak literki 2/2
-inne błędy 0/2
Rozdział 2:
-„Kiedy wyszła z przedziału była nieobecna duchem, jej myśli były teraz w przedziale Ślizgonów.” – powtórzenie „być”
-„ Oh, faktycznie! – och, nie „oh”
-„Hermiona pozornie klaskała” – jak mogła „pozornie” klaskać – stykała ze sobą dłonie w slow motion?
Rozdział 3:
-„Spotkał Was ogromny zaszczyt, ale i duża gama obowiązków” – gama to rozpiętość lub rozmaitość. Albo paleta kolorów/skala dźwięku. Z zasady to coś dużego, więc „duża gama” to tautologia.
Rozdział 4:
-„No no... Ile lat tu pracuję, nie byłem dotąd światkiem” – jak rozumiem, Severus chciał powiedzieć, że nigdy nie zaliczał się do przestępczego światka. Bo jakby coś widział, to by powiedział, że był świaDkiem.
Rozdział 6:
-„(..)a po odbyciu codziennej porannej rutyny” – sens tego zdania jest kiepściuchny. Co to jest poranna rutyna? Rutynowe mogą być poranne zajęcia.
Rozdział 8:
-„Usiedli na prowizorycznej kanapie” – jak bardzo prowizoryczna była ta kanapa? Zbudowana z kartonów? Ze śmieci? Bo jeśli była to po prostu stara kanapa, to była nią, a nie była prowizoryczna.
Rozdział 10:
-„Nie była już tą Hermioną, którą była zaledwie rok temu.” – powtórzenie „być”
Rozdział 11:
-„(…) próbował nawiązać jakikolwiek temat, co nie było łatwym zadaniem” – tematu nie można nawiązać, można natomiast nawiązać DO tematu. Ewentualnie mogłaś napisać, że próbował nawiązać rozmowę na jakiś temat
Rozdział 13:
-„Subtelnie wypuścił jej dłoń, trzymając jednocześnie drugą.” – znów styl. Nie można czegoś subtelnie wypuścić. Można BYĆ subtelnym. Tutaj zastąpiłabym to słowo słowem „delikatnie”
Rozdział 14:
-„(…) a jej twarz przybrała maskę podekscytowania.” – jak rozumiem twarz Hermiony jest bytem autonomicznym i wybija się na niepodległość podejmowanymi przez siebie decyzjami? Bo jeśli nie, to wystarczy wykreślić tę „twarz” z tego zdania.
Rozdział 16:
-„W prawdzie Pokój Wspólny Ślizgonów był o wiele większy” – wprawdzie
C)Widok z lotu ptaka 2/3
Styl początkujący, wciąż kiełkujący i nawet – w świetle ostatnich rozdziałów – dość obiecujący. Brakuje ci jednak jeszcze wyrobienia, opisów, nie stosujesz żadnej retardacji akcji, jakby kolejne przeżycia i problemy – na początku dość błahe -  bohaterów były ważniejsze od całej reszty. Nowym pomysłem jest ta roślina, tajemnicza misja i chęć uzyskania nieśmiertelności przez dyrektora. Natomiast sam romans nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych Dramione, a czytałam ich wiele.
D) Ważne osobistości 4/5
Harry, Ron, Ginny, Hagrid, Dumbledore, Snape – dosyć kanoniczni (mimo drobnych potknięć), niczym nie wyróżniający się bohaterowie.
Hermiona – rozchwiana. Raz zachowuje się jak dziesięciolatka, raz jak dorosła, sensowna, poważna, książkowa panna Granger. Jest nieco zbyt niestabilna emocjonalnie, przez co jakby mniej przekonująca.
Draco – lepiej wykreowany od Hermiony, nawet dość bliski kanonowi, to w końcu jemu pani Rowling zdecydowała się około szóstego tomu zrobić lobotomię osobowości i dać mu jakieś rozterki, o które przez wcześniejsze pięć tomów nikt by go nie podejrzewał. Twój Draco jest rozchwiany, ale rozchwiany w granicach akceptowalności FF.

Zabytki 9/10
Strona główna – odnośnik typowy dla blogspota.
Maria N. Joy – czyli opis autorki. Zdecydowanie wystarczający, jak dla mnie.
Informacje – czyli to i owo o blogu. Prosiłabym tylko, że jeśli coś rzeczywiście cytujesz w tekście cudze słowa, napisz skąd dany cytat pochodzi. Szanujmy prawa autorskie.
Księga gości – nie jest to oby zakładka zbędna? Przecież opinię o blogu i tak każdy wydaje, komentując posty…
Pytania – odnośnik do ask.fm. Co kto lubi, ja bym tam pytania w komentarzach zadawała, ale może po prostu nie lubisz zbędnych komentarzy.
Linki – podzielone, poukładane, nie mam zastrzeżeń.
Archiwum – lista notek.

Ostatnie zdjęcie 2/5
Punkcik dodatkowy za światełko w tunelu, czyli lekką poprawę stylu. Pomyśl jeszcze o opisach i lekkich poprawkach przy postaci Hermiony, a będzie to całkiem niezły kawałek FF. Drugi punkcik jest za interesujący, własny pomysł na intrygę (mam na myśli azalię).

59/86 – miasto, jak każde inne, czyli dostateczny.

Następna ocena dopiero w przyszłym tygodniu, gdyż muszę skończyć pisać rozdział pracy licencjackiej, a to jest aktualnie dla mnie najważniejsze, bo jak tego nie zrobię to mi Restrykcyjny Promotor urwie głowę.
Збогом!

9 komentarzy:

  1. 16 rozdziałów... (Kliva wzdycha ze wzruszeniem i patrzy na kolubrynę liczącą sobie 87 takowych, stojącą grzecznie w kolejce do oceny)

    OdpowiedzUsuń
  2. O 87 to piękna liczba. Aż zajrzę na to opowiadanie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. hm, u mnie jest osiemnaście rozdziałów, ale na ponad 200 stron A4 12 tnr xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba jednak zacznę to czytać jeszcze dzisiaj - jeśli zależy ci na paru słowach na temat każdego rozdziału.

      Usuń
    2. Bo jak chcesz mieć szybką ocenę to mogę zrobić co drugi rozdział i powiedzieć coś ogólnie. Jak bardziej sensowną i dokładną, to chyba poczekasz nawet do października.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Moje rozdziały są tak ze sobą powiązane, że chyba nie da się sensownie opiniować przeczytawszy połowę, ale ja jestem cierpliwa, nie będę poganiać :)

      Usuń
    5. No to troszkę sobie poczekasz. Mam nadzieję, że to nie problem, ale aktualnie jugosłowiańscy partyzanci są odrobinę ważniejsi od internetowego życia :)

      Usuń
  4. Dziękuję bardzo za ocenę :)
    Twoje uwagi na pewno dają mi sporo do myślenia, chociażby te o opisach miejsc. :)
    Postanawiam poprawę. :D

    // hermiones-diary

    OdpowiedzUsuń