033. Ocena bloga Niebieskie marzenia



Mnóstwo roboty. Mnóstwo. I wcale nie chce się usprawiedliwiać, ale klasa maturalna to nie przelewki. Na razie trzymam się dzielnie, ale dla blogosfery mam czas tylko w weekendy. Z góry przepraszam wszystkie blogi, które długo poczekają na swoje oceny. Ciebie Ginger, również, bo wiem jak dawno się zgłosiłaś i czuję z tego powodu wyrzuty sumienia. Dla pocieszenia – długaśna ocena.


Wjazd do miasta 7/10

Zacznę sobie spokojnie od adresu. Niebieskie marzenia kojarzą mi się z migdałami, które notabene chętnie bym sobie zjadła. Zaletą jest brak polskich znaków w adresie, więc nie trzeba się domyślać znaczenia niektórych słów. Cały adres brzmi intrygująco, kojarzy mi się z pamiętnikiem czy refleksjami. Cytat na belce, również po naszemu, ale nie widzę autora. Twój on niestety nie jest, więc uhonorowałabym Josepha Conrada chociaż małą wzmianką. Cały szablon utrzymany jest w różnym kolorach niebieskiego, co ewidentnie pasuje mi do adresu. Gorzej ma się sprawa z samym nagłówkiem, ale o tym za chwilę. Wielkie słowa „Sweet dreams” przypominają mi smutny fakt, że moim pobożnym życzeniem byłoby zachowanie wszelkich napisów w języku polskim. Na twoje nieszczęście jest to cytat z jednej z moich ulubionych piosenek, więc tym bardziej dopominam się o jakąkolwiek wzmiankę. Słowa te też przypominają mi cover Emily Browning, więc z taką oprawą muzyczną zagłębiam się dalej w twojego bloga. 

Architektura 10/15
Sam szablon jest w miłej dla oka tonacji, niebieski to w końcu bardzo zacny kolor. Czarna czcionka tekstu też jest dobra, rozmiar nie wymusza użycia lupy. Podobnie do białego tekstu w menu nie mam zastrzeżeń, może tylko pytanie – dlaczego tam wszystko jest z CapsLockiem? W tym momencie dochodzimy do nagłówka. Zupełnie nie podoba mi się tamta dziewczyna. Niebieskości jej włosów nie będę krytykować, bo sama bym chciała kiedyś takie mieć. Jednak pazurki położę na pseudo-inteligentnej minie w stylu „fotka na fejsa” i oku zrobionym na pandę. Jeżeli to miała być któraś z bohaterek to nie wiem czy zależało ci na pierwszym pustym wrażeniu. Do tego makijaż rodem z horroru, którego zasadność uznałabym jedynie na balu haloweenowym. Powiedzcie mi, o niebiosa, dlaczego ludzie się tak malują? Ktoś je pobił i tuszują ślady? Irytuje mnie taki wygląd, a co więcej, z niesmakiem zauważam jego przejawy na coraz większej ilości blogów. Jedyne co mogę przyznać na plus – dziewczyna ma bardzo ładny nos. 

Zwiedzanie  40/46
a)      Historia 26/30

Dla ścisłości: zawsze czytam wszystkie rozdziały przed oceną, więc siłą rzeczy oceniam je wszystkie, tylko piszę wszystko w ciągu. Dla satysfakcji autorki zrobię wyjątek i skomentuje je raz po razie. Zacznijmy więc, w końcu 13 rozdziałów to tylko mała rozgrzewka przed czymś większym.

Prolog:
Rok 1980, szybka kalkulacja i już wiem, że przed chwilą urodził się Harry. Smutno, nikogo ciekawego nie znam w Hogwarcie... Nie zdziwiło mnie ani trochę, że akcja dzieje się w nocy. Wszyscy mający zamiłowanie do opowiadań różnorakiej maści prolog piszą o „ciemnych zaułkach” i „nieznajomych, przemykających uliczkami”. Mamy już dwie bohaterki – matka i zbuntowana córka. Domyślam się, że to jest dziewczyna z nagłówka. Jeżeli mam być konkretna: wydaję mi się, że oczy na obrazku są szare, a twoja bohaterka miała mieć niebieskie. Tak tylko mówię. Co tu mnie dziwi najbardziej to decyzja pani Grant. Voldzio szaleje po świecie, a ona jak gdyby nigdy nic przeprowadza się na jego terytorium. Bezpieczeństwo przede wszystkim. Na koniec zirytowała mnie twoja opinia o swojej pisaninie. Skoro denny to po co umieszczasz? Żeby potem wszyscy upewniali cię, że nie jest taki zły? Nie lubię takiego użalania się nad sobą, od razu uprzedzam.

Rozdział 1
Ten rozdział był zdecydowanie długi i ku mojej rozpaczy za dużo się w nim nie działo. Pierwsze spotkanie babci z wnuczką. Jeszcze chwilę przed tym, zastanowił mnie fakt zniknięcia ojca. Bez przesady, ale w świecie magii nie da się zniknąć ot, tak. Ciekawa też jestem dlaczego Mary Black (w końcu znajome nazwisko!) praktycznie olała swoją córkę i jej rodzinę? Przeprowadzka przeprowadzką, ale co to za problem dla czarownicy się teleportować? Widząc jej rozmiłowanie w krytykowaniu wszystkiego, nie powinna sobie darować częstego wpadania i jęczenia „jak to jej córka nie umie nic zrobić”. Evelyn jest coraz bardziej bezczelna i zaczyna mnie irytować. Muszę cię jednak pochwalić za opis domu staruszki, mogłam go sobie idealnie wyobrazić. Oczywiście urwane w momencie, kiedy coś się ma zacząć dziać, ale ten celowy zabieg jest mi dobrze znany. Mam wrażenie, że o wiele bardziej wolisz pisać długie i szczegółowe opisy niż dialogi. W notce odautorskiej znowu narzekasz. Apeluję o zaprzestanie!

Rozdział 2
Poznajemy tajemniczą osóbkę z ostatniego rozdziału i zasadniczo nic się więcej nie dzieje. Aleksandra, ugrzeczniona wersja Evelyn, wydaje się być trochę rozdarta. Z jednej strony wychowała ją babcia i powinna być odrobinę bardziej dystyngowana, a z drugiej właśnie poznała szaloną kuzynkę. Nie podoba mi się, że zupełnie wyłączyłaś elektryczność z domku na wsi. Wyjaśnienie niby jest, ale jestem ciekawa czy z przyzwyczajenia nie wtrącisz w którymś rozdziale „zapaliła światło”. Mogłaś też wtrącić co się stało z rodzicami angielskiej kuzynki. Poza tym jest to pierwszy rozdział, w którym nie użalasz się na treść – gratuluję.

Rozdział 3
Czytając twoje opowiadanie, czuję się jakbym czytała Jane Austen czy jedną z sióstr Bronte. Mało akcji, opisów multum, a główna bohaterka jest pełna rozterek. Brakuje tylko jakiegoś przystojnego kawalera, starającego się o jej rękę. A klimat Magnolia Lane jeszcze dodaje połysku tego typu pisania. Jedynie sen był jako tako odskocznią od pełnej retardacji. Wykazałaś się umiejętnością pisania dobrych opisów, ale teraz proszę – więcej akcji.

Rozdział 4
Nasza bohaterka wybrała się na Pokątną. I znowu każdy kawałek ulicy, i wrażenia Evelyn trzeba opisać. Czekam z niecierpliwością kiedy ona w końcu do tego Hogwartu się wyprawi. Intryguje mnie tylko postać matki – nieodpowiedzialna kobieta. I do tego dziwna, najpierw chce się przeprowadzić, a potem smęci. Naszła mnie taka myśl, że to może poplecznica Voldemorta... I w końcu poczułam, że Sam-Wiesz-Kto grasuje – dało się to wyczuć na pokątnej.

Rozdział 5
W końcu dostałam to co chciałam! Jest akcja, coś się dzieje. Wreszcie czuję, że Voldemort nie wyjechał na wakacje na Bali, tylko grasuje po Anglii. Dobre opisy, których (jak zwykle) jest o wiele więcej od dialogów, ale akurat w tym rozdziale to nie razi. Matka wykazuje się skrajną nieodpowiedzialnością i ciekawa jestem co podwędziła Śmierciożercom. Szkoda, że nie opisałaś co przestraszyło tych dwóch panów, bo widok małej Alex raczej nie. Poza tym nie zgadzam się, żeby Evelyn (zważywszy na jej stan zdrowia) podróżowała proszkiem Fiuu. Zawroty głowy, dużo straconej krwi nie komponuje mi się z lataniem po kominkach. Zalecam mugolskie metro. Zdecydowanie najlepszy rozdział do tej pory, czuję się zmotywowana do dalszego czytania.

Rozdział 6
W tym rozdziale zdecydowanie mogę ogłosić plebiscyt na najgorszą matkę, a jest nią nie kto inny, tylko Jeanne (wcześniej kłóciła mi się tylko z babcią Black). Córka mdleje, nie budzi się przez dobę, a ta sobie chleje po kątach. Dobrze, że bohaterzy też są zdziwieni jej zachowaniem. Zaczęły krążyć opowieści o Voldziu i w końcu pojawiło się jego imię. Jednak moim zdaniem Evelyn trochę za mało się przejęła. Może to też wynikać z faktu, że dopiero horror się zacznie, ale odrobinka emocji jednak by się przydała. Poza tym dopiero połowa sierpnia, a ja w końcu chce poczuć klimat Hogwartu. Przyjdzie mi pewnie jeszcze chwilę poczekać...

 Rozdział 7
O, dwutygodniowy przeskok, to miłe. Już się bałam, że nigdy nie dotrwam do końca wakacji. W tym rozdziale coś ciekawego się dzieje, jest element komediowy, jednym słowem – jeden z lepszych. Matka Syriusza- mistrzostwo. Świetna stara jędza. Zdziwiło mnie tylko, że Evelyn aż tak obeszły jej niepochlebne słowa. Myślałam, że krytyka od nieznajomej naprawdę spłynie po niej jak po kaczce, w końcu nie przejmowała się jakoś mocniej krytyką babciną. Matka zniknęła. I dobrze, bo mnie kobieta irytowała.

Rozdział 8
Akcja znowu zatrzymała się w martwym punkcie i tylko miłe przerywniki w postaci listów trochę ją urozmaicają. Mam nadzieję, że nie zostawisz listu do Toma tak sobie ( szczerze mówiąc, najpierw podejrzewałam, że to list do Toma Riddla – imię mnie zmyliło) tylko jakoś go wykorzystasz w przyszłości. Cytat to oryginalny sposób porozumienia, domyślam się, że musiała napisać coś takiego z obawy na przechwycenie sowy. O, albo nadal była pijana. Używanie czarów też mi tutaj nie grało, ale wykazuję zrozumienie, zwłaszcza po twoim dodatkowym wyjaśnieniu.

Rozdział 9
I w końcu podróż do Hogwartu. Nadal jest więcej opisów niż samej akcji, ale ten rozdział jest ci to wybaczone, ze względu na wprowadzenie nowych postaci. Przez cały ten rozdział irytowało mnie w sumie tylko to, że Evelyn tak jęczy odnośnie swojej niewiedzy. Odpowiadając na twoje pytanie – tak, trochę przesadzasz. Harry też nic nie wiedział, ba, nie wiedział nawet o istnieniu magii, a przeżył. Gdyby Evelyn tak naprawdę chciała się czegoś dowiedzieć to proszę bardzo – Historia Hogwartu pod poduszkę. Zakładam, że szanowny ród Blacków ma taką pozycję w domowej biblioteczce. Poza tym aż dwa razy użyłaś wyrażenia „żałośnie mało”. Już to wiemy, nie trzeba nam powtarzać. Spodobała mi się za to postać Leslie, od razu widać podobieństwo do Luny. Tylko nie mam pojęcia kto to może być – na matkę zdecydowanie za młoda, może jakaś ciotka? O, i ostatnie zastrzeżenie – co to, Hogwartczycy metamorfomaga nie widzieli? Patrzyli się na Evelyn jak ciekawy okaz nowej pandy w zoo. Na Tonks się tak nie patrzyli...

Rozdział 10
Uśmiechnęłam się na widok starszej pani z wózkiem. O ile pamiętam to Harry chciał Marsy... ładny pastisz, ale niestety mało oryginalny. Dalej – jakim cudem już z pociągu zauważyli zamek? Express Hogwart dojeżdża tylko do Hogsmeade, a to jeszcze kawałek. I po jakiego grzyba bawili się w tachanie ze sobą toreb. Przecież one „magicznie” same się znajdowały tam gdzie powinny być. Poza tym jaki gargulec – gabinetu Dumbledora od zawsze strzegła chimera (chyba, że Evelyn, tak jak się odgrażała naprawdę zmieni wystrój Hogwartu – wtedy wybacz). Dziwi mnie też, że Alex nie powiedziała niebieskowłosej o Ceremonii Przydziału – nie powinna się wydać zaskoczona na widok starej tiary. Rozdział chyba jeden z lepszych. Poza kilkoma merytorycznymi błędzikami jest dobrze. Pomyślałam tak sobie, że ja pewnie zmieściłabym taką historię w dwóch rozdziałach, ale ty lubisz się rozpisywać. I dobrze, przynajmniej jest co czytać.

Rozdział 11
Zaczynamy tam, gdzie przerwaliśmy, więc w gabinecie Dumbledora. Stary dyrektor wydaje się sympatyczny, jednak wątpię żeby pozwolił zrobić Evelyn w Hogwarcie niezły Armagedon. A już na pewno wroga będzie miała w McGonagall. Zdziwił mnie trochę jej strój – myślałam, że w poprzednim rozdziale przebrała się, podobnie jak reszta dziewczyn. Brandon ma charakterek i jego dialogi podobały mi się najbardziej. Były naturalne i przesycone jadem, już go widzę w swojej wyobraźni. Uczta opisana jak najbardziej poprawnie. Powoli niestety zaczynają mnie irytować porównania do Salem. Tak, wiem, że to nieuniknione, ale Evelyn cały czas jęczy (albo myśli), że tam było tak i tak. Ja już wiem (od samego początku), że ona wolała nie wyjeżdżać. Uśmiechnęłam się za to na widok kołatki. Pierwsza moja myśl: „hej, a gdzie Gruba Dama?”, a potem dopiero przypomniałam sobie, że twoja bohaterka jest Krukonką. Muszę się jeszcze przestawić.

Rozdział 12
Zauważyłam, że uwielbiasz przedstawiać pobudki i poranne zmagania Alex i Evelyn. Jest to zabawne, ale pamiętaj, że ilekroć będziesz to powielać, tym mniej będzie ciekawe. Opis Leslie przywołał we mnie kadry z filmu „Most do Terabithi”, widziałaś może? Tamta dziewczyna też była dość kontrowersyjna, a przy okazji też miała na imię Leslie. O, i w końcu się wyjaśniło jakie jest jej pokrewieństwo z Luną. Fakt, na matkę była za młoda, już sobie policzyłam. Brandon powoli awansuje do miana mojej ulubionej postaci, szkoda tylko, że jest z nim tak mało scen. Ta jego złośliwość jest wciągająca... Zastanowiło mnie czemu opisałaś eliksiry jako pierwszą lekcję – podobnie jak w kanonie. Zbieg okoliczności? Zakładam z góry, że lekcja transmutacji i mina McGonagall będzie warta przeczytania. Nie zawiedź mnie.

Rozdział 13
Trochę mnie zawiodłaś – za krótka była ta pyskówka jak na mój gust. A biedny Will oberwał papierkiem ( doszłam do wniosku, że skoro go lubię to wypada się do niego zwracać po imieniu)... Mam wrażenie, że Evelyn będzie strasznie nieobowiązkowa, a zadania domowe będzie robić dokładnie jak Ron (i ja...)  - w ostatnią noc przed oddaniem. Zapomniałam kompletnie o Filchu- przecież to jest pierwszy kandydat do hamowania twórczych zapędów dziewczyny. I tak dobiegła końca moja przygoda z głównym opowiadanie.


b)      Do odrestaurowania 6/6

Radzisz sobie bardzo dobrze, błędy nieliczne, głównie przekombinowane zdania:

Rozdział 1
„Kobieta nie należała do osób zbyt tolerancyjnych; Mugoli zawsze uważała za coś gorszego” – mugol napisałabym z małej litery
„w latach dwudziestych dwudziestego wieku” – coś za dużo tych dwudziestek

Rozdział 2.
„Dość, nie myśl o tym. - zganiła się” – „Zganiła” z dużej litery
„listów matki, albo dopiero dzisiaj” – przed „albo” nie ma przecinka
„wyrwana z początków dwudziestego wieku” – z początku, jednego

Rozdział 5
„Nie była nawet pewna, czy Alex zrozumie jej słowa” – przed „czy” nie ma przecinka

Rozdział 10
„z ociąganiem ryszyła za panną Black” – ruszyła, literóweczka
„co zmartwiło przywykłą do mugolskich wygód nastolatkę.” – wtrącenie, więc przecinki by się przydały przed „przywykłą” i „nastolatkę”

Rozdział 11
„Niebieskowłosa cieszyła się, że Alexandra ucieszyła się z faktu” - powtórzenie

Rozdział 13
„Niebieskowłosa zrobiła minę.” – nie napisałaś jaką minę. Mogła zrobić cokolwiek.
„naburmuszonej, kapciowatej twarzy.” – nie wiem czy istnieje takie słowo jak „kapciowatej”, jednak chyba wiem o co chodziło.
Muszę też przyznać, że nadużywasz słów: „żałośnie niewiele” i „niebieskowłosa”. Po kilku rozdziałach zaczynają już męczyć.

c)      Widok z lotu ptaka 5/5
Opowiadanie, mimo, że w znanym mi świecie, jest inne. Po pierwsze rok – nikt, kto jest znany nie chodził w tym roku do Hogwartu. Po drugie – zupełnie inny dom głównej bohaterki. Jak trafnie zauważyłaś w jakiś komentarzu, o Ravenclovie jest mało opowiadań. I trzy – sama bohaterka jest dość nietypowa. Z czystym sercem stawiam maxa.

d)     Ważne osobistości 3/5
Evelyn, niebieskowłosa. Zazwyczaj lubię głównych bohaterów (swoją drogą, że autor zawsze stara się ich przedstawić w dobrym świetle) albo chociaż toleruję. Ta dziewczyna po kilku rozdziałach stała się dla mnie niezjadliwa. Począwszy od jej chęci wyróżniania się, przed ciągłe wspominki o Salem, aż do lekkomyślności. Jej charakter po prostu mija się z moim. Nie chce przez to powiedzieć, że jest źle opisana, bo wręcz przeciwnie wiem o niej wiele. Tylko nie każdy musi lubić Evelyn, prawda? Aleksandra o wiele bardziej przypadła mi do gustu. Spokojna, opanowana, ale i stanowcza, kiedy trzeba. I jest naprawdę mało momentów kiedy mnie irytuję. Prawdę mówiąc, odrobinę jej współczuję – użeranie się z taką kuzynką... Babcia Black to esencja blackowatości, od razu widać powiązanie. Jest dokładnie taka, jak sobie zawsze wyobrażałam matkę Syriusza. I taka powinna być. Leslie – dokładny klon Luny, można powiedzieć. Boję się tylko, że w pewnym momencie nie złapiesz rozgraniczenia pomiędzy nimi. Rozumiem, rodzina, ale to w końcu dwie inne osoby. Jeanne Grant to jedyna osoba, która irytuje mnie bardziej od swojej córki. Cieszę się, że w połowie rozdziałów gdzieś zniknęła, bo nie muszę czytać o jej nieodpowiedzialnej postawie. Mój ulubieniec, rodzynek na torcie, do tej pory (niestety) jedyna postać męska w wieku Evelyn. Lubię sposób w jaki opisujesz jego ironiczne spojrzenie na świat, a zwłaszcza na niebieskowłosą.

Zabytki  9/10
Aktualności – myślałam, że podstrona zbędna, ale ty faktycznie masz dużo do przekazania, więc rozumiem zasadność.
Niebieskie marzenia – sugeruje główną stronę bloga, a tu mamy genezę powstania. Lepiej by było zmienić nazwę. Uświadomiłaś mi tym jedną ważną rzecz – Evelyn faktycznie kipi nowoczesnością, a nie jestem pewna czy niektóre propagowane przez nią rzeczy już wtedy istniały.
Spis treści –bardzo przydatne, nie wiem tylko dlaczego jest już napis „rozdział 14”, a sama część jeszcze nie opublikowana
Postacie – ja także lubię tą podstronę, jednak dodałabym nowych bohaterów dopiero jak się pojawią. Widzę dwie przystojne postacie męskie, a w opowiadaniu ni widu ni słychu. Zastanawia mnie także ilość zdjęć. Masz dużą wiarę w ludzi, jeśli myślisz, że wszyscy je przejrzeli. Zwłaszcza, że wszystkie są podobne i strzelane „z ręki”. Muszę jednak przyznać, że wybrałaś najładniejsze – zarówno do postaci jak i do nagłówka. Alex trochę mi nie pasuje – nie jest to obrazek grzeczniutkiej dziewczynki.
Ginger vel xxx – Muszę przyznać, że zanim powzięłaś pomysł zmiany nicku to myślałam, że odsyłasz mnie na jakąś pornograficzną stronę. Ginger to naprawdę korzystniejszy nick. Dowiedziałam się trochę o tym i owym, ale przypominam o aktualizacji.
Linki – ładnie posegregowane, nic dodać nic ująć
Informuję – tej zakładki nie rozumiem, zwłaszcza, że wiele nicków pokrywa się z autorkami blogów. Po co dwa razy pisać to samo?
Spamownik – przydatna rzecz
Niepublikowane sceny – jak sama nazwa wskazuje. Nie wiem tylko czemu założyłaś coś takiego, skoro można to spokojnie wcisnąć do opowiadania.

Ostatnie zdjęcie 3/5
Spędziłam tu sporo czasu, więc poznałam twojego bloga wskroś i wszerz. Podobało mi się obietnica nowego rozdziału, mogłam wiedzieć kiedy się spodziewać kolejnej partii tekstu do przeczytania. Postać Willa mnie ujęła, więc za to też. Bo mogę i tak mi się podoba – też jeden. 


Czas na wynik – 69 -  przyjemne miasto, na krótkie wczasy,czyli dobry
Spodziewałam się takiego wyniku, bo co straciłaś na szablonie, to nadrobiłaś treścią. Myślę, że to motywująca wymiana. 

Powiem teraz coś nieprofesjonalnego, ale chciałabym czytać dalej twój blog, bo naprawdę mi się tam podobało. Mimo, że Evelyn doprowadza mnie do szału to jednak ciekawa jestem jak to się wszystko dalej potoczy. Proszę cię więc, żebyś mnie informowała o nowych rozdziałach (gdyż jestem tak zalatana i nie mogę wszystkich czytanych blogów sprawdzać) na moim tworze ( szelest-starych-stron.blogspot.com ). I (to wcale nie jest kryptoreklama) możesz coś poczytać jeśli chcesz.

1 komentarz:

  1. Dziękuję za ocenę ^^. wcale nie gniewam się, że jest długa, kocham długie oceny ^^. I w porównaniu z innymi ocenialniami, gdzie czekam już pół roku (czyli tyle, ile wynosi ogółem mój staż w pisaniu opowiadań) i doczekać się nie mogę, i tak szybko się uwinęłaś ;).
    Odnośnie szablonu, nie jest on mojego autorstwa (sama robię takie bohomazy, że w życiu bym ich nie wstawiła sobie na bloga, jeszcze by czytelnikom monitory popękały), a co do użytych zdjęć dziewczyny - właśnie tak wyobrażam sobie Evelyn, jako niebieskowłosą dziewczynę o fryzurze a'la emo i o mocno umalowanych oczach, więc zostały one dobrane w sposób przemyślany. Poza tym mimo mojego wieku sama chciałabym się tak malować i mieć niebieskie włosy, ale niestety, już nie przystoi. Zresztą zdjęcia tej laski widziałam jeszcze przed wymyśleniem Evelyn xD.
    Akcja toczy się powoli, ponieważ uwielbiam pisać rozbudowane opisy (zresztą nie mogą na nią napadać w każdym rozdziale, bo biedna Evelyn wykitowałaby zanim doszłabym do połowy opowiadania). Dialogi sprawiają mi dużo problemów, i dlatego wolę przedstawiać świat przedstawiony, wydarzenia i rozterki postaci w opisach. W ogóle bardzo lubię opisywać przeżycia wewnętrzne bohaterów, a w przypadku Evelyn dużo miejsca poświęcam jej próbom aklimatyzacji w nowym miejscu i nostalgicznym nastrojom. Niebieskowłosa bardzo tęskni za swoim prawdziwym domem i dawną szkołą i ma problemy z odnalezieniem się w Hogwarcie.
    Lubię też pisac porównania Hogwartu do Salem. Evelyn jest bardzo przywiązana do nowoczesności (zresztą w roku 1980 na pewno były już telewizory, coca-cola, deskorolki i inne tak uwielbiane przez nią rzeczy, o których piszę).
    Z kolei domostwo babki Black jest typowo czarodziejskie, i podobnie jak Hogwart, pozbawiony mugolskich udogodnień.
    A w tym piątym rozdziale to Alex musiała ją przetransportować kominkiem, bo licencji na teleportację nie miała, a do metra daleko, poza tym jak wtaszczyłaby tam nieprzytomną, zakrwawioną dziewczynę?
    Cieszę się, że polubiłaś Leslie (tak, oprócz Luny wzorowałam ją na Leslie z "Mostu do Terabithii", bo tamtą postać też szczerze uwielbiam). Jest ona ciotką Luny, bo Luna jest już ciążą, więc Leslie na matkę za młoda... No i matka przed wyjściem za Ksenia na pewno nazywała się inaczej.
    Z kolei Will to kawał nietolerancyjnego i uprzedzonego chama, który dyskryminuje Niebieską z powodu jej pochodzenia. Ale uważam, że byłoby nudno, gdyby wszyscy ją lubili. Żeby było wiarygodniej, Evelyn będzie w nowej szkole wyrzutkiem.
    Bardzo się cieszę, że spodobało ci się aż tak, że prosisz o informowanie ^^. Oczywiście, że mogę to robić i będzie mi bardzo miło, jeśli jeszcze kiedyś zajrzysz. Polecam też do dopisania się do obserwowanych, bo to bardzo przydatna funkcja.

    ps. Wiesz, że jestes pierwszą osobą, która nie lubi Evelyn? Ale cieszę się, że wzbudziła ona w tobie jakieś emocje, nawet jeśli są negatywne.

    OdpowiedzUsuń