038. Ocena bloga Obverses


Dzień dobry, Mala
Wjazd do miasta 9/10
Intrygujący adres, „Obverses” – „Przeciwieństwa”.  Mój niemal nieomylny nos, gdybym nie miała kataru, na pewno wyczułby romans. A tak muszę polegać jedynie na przeczuciu. Ono mówi mi „romans” i już się cieszę, bo dawno romansu nie czytałam, oglądałam tylko melodramaty i dramaty z miłością w tle [damn you, Edward Norton!]. Ale wróćmy do adresu twojego bloga – jest krótki, zwięzły i łatwy do zapamiętania, bez zbędnych myślników, podkreślników i innych tego typu historii. Zastanawia mnie tylko jedno… Nie, właściwie nie zastanawia, martwi raczej – dlaczego adres jest po angielsku a reszta bloga po polsku? Toż to niekonsekwencja!
A przynajmniej wygląda jak nieposkładana historia.
A może ja mam po prostu fetysz motywów przewodnich i nawiązań pomiędzy poszczególnymi elementami bloga?
A może to nie jest fetysz, tylko zdrowe, logiczne myślenie?
„Uciekam przed tym, co mnie goni i gonię to, co przede mną ucieka” – to tekst z belki, cytat z Owidiusza. Oryginalnie, przynajmniej nie jest to Zafon czy Coelho, których to ostatnio na blogach mamy przesyt. Uwielbiam, gdy autor bloga nie stawia na wyświechtane frazesy, gdy wchodzę na blog i widzę coś naprawdę świeżego, a nie te same słowa po raz setny (sama mam na swoich belkach cytaty z Poświatowskiej i Goethego – jeszcze nie widziałam, żeby ktoś wpadł na to, że takie rzeczy też można wykorzystać).
Kolory szablonu na pierwszy rzut oka przyjemne, pierwsze wrażenie na plus. Gdyby nie niekonsekwencja z użyciem danego języka, byłby maks. A tak mnie ta polifonia mierzi.
Architektura 15/15
Jestem pod wrażeniem, naprawdę. Nie mam się do czego przyczepić, a to rzadko się zdarza, bo jestem dosyć marudną oceniającą, a poza tym  – mówiąc oględnie – osobą wybredną. Ale szablon na twoim blogu jest wykonany bardzo dobrze. Różne odcienie brązu plus wyblakły róż – bardzo ładnie mi się to składa, nic nie razi w oczy.
Nagłówek także delikatny, nie atakuje setką zbędnych elementów, wydaje mi się tu pasować, chociaż jeszcze nie zaczęłam na dobre czytać twojej twórczości.
Czcionka wielkość średnia, kolor ciemny, wyraźnie odcinający się od tła. Powinno dobrze się czytać.
I wielki plus dla ciebie, że wykonałaś to wszystko sama.
Co tu będę po próżnicy jęzor strzępić, po prostu architektura twojego bloga jest niemal tak urokliwa jak centrum mojej kochanej Ljubljany, w której aktualnie się znajduję.
Zwiedzanie 24/46
Mein Gott, ponad trzydzieści rozdziałów przede mną. No, to trochę czasu zajmie. Jeśli nie będzie to dla ciebie wielką niedogodnością nie będę rozkładać analizy na poszczególne rozdziały (ocena miałaby wtedy, lekko licząc, jakiś milion stron  w Wordzie), a wypowiem się ogólnie na temat fabuły, błędów, stylu i całej reszty.
Nie ociągam się, zakasuję rękawy i ruszam do pracy.
Gott mit uns! [Allons-y! Geronimo!]
A)Historia 24/30
Bohaterką opowiadania jest zdradzona dziewczyna, klasyk, pewnie teraz zakocha się w tym jednym jedynym… Tylko na to czekam, a znając opowiadania wydarzy się to już za chwilę, już za momencik. W twoim opowiadaniu dominuje narracja pierwszoosobowa, a co za tym idzie narrator tzw. niezdecydowany – nie wie, czy chce rozmawiać z byłym facetem, czy nie chce, a to cierpi po rozstaniu, a to zaraz patrzy maślanym wzrokiem na jakiegoś kelnera… Cieszy mnie to, że w tekście można znaleźć wiele przemyśleń głównej bohaterki, to ważne przy tego typu narracji.
Och, akcja dzieje się w Berlinie! Wunderbar! Chociaż bohaterowie mają podejrzenie amerykańskie imiona… Cóż, może to tylko ja, co się przyzwyczaiła do Heinrichów, Hansów, Tilów i innych Matthiasów… Czytam dalej, nie narzekam.
Ej, hola, hola, koleżanko! Nawet jeśli główna bohaterka, Jasmine, jest spokrewniona z szefem wydawnictwa, to nie wierzę, że ciotka wysłałaby kogoś niewyszkolonego, by robił zdjęcia na nowym dywanie. W ogóle cała ta sytuacja kojarzy mi się z jedną z moich ulubionych głupich komedii, czyli „Keinohrhasen” (polski tytuł jest uroczo beznadziejny: „Miłość z przedszkola”). Oglądałaś może? Jeśli nie, to polecam, tam jest sporo celnych spostrzeżeń na temat relacji paparazzo-gwiazda.
Czytam drugi rozdział i zupełnie nie wierzę w to, co się dzieje ani w to, o kim czytam. Wgapiam się w ekran (mniej więcej wygląda to TAK) No nie. Tokio Hotel… Żółtodziób taki tak Jasmine nie dość, że od razu dostaje zlecenie na gali MTV to jeszcze przypadkowo spotyka pewnie miłość życia, a do tego ma iść na after party… No nie wierzę w to, co czytam.
Co takiego?! Dziewczyna jest fotoreporterem, dostaje się fartem na afterek i wychodzi bez zdjęć. Za to powinna natychmiast wylecieć z roboty, ale znając życie, nie wyleci.
No nie wyleciała. Wiedziałam.
Kolejny mój zarzut brzmi: leczysz główną bohaterkę z jej poprzedniej miłości w ekspresowym tempie, przez co nie wygląda to naturalnie. Można powiedzieć, że w niedzielę rozstaje się z facetem swojego życia, by już w czwartek być całkowicie zawładnięta natrętnymi myślami o Tomie z Tokio Hotel. Jest to ze wszech miar nierealistyczne. Niby zdarza jej się przypomnieć, że przecież miała cierpieć, bo w końcu jest kobietą skrzywdzoną, ale nie są to specjalnie częste momenty
A w tym miejscu pozwolę sobie na prywatne wtrącenie odnośnie końcówki rozdziału piątego: jeśli Jasmine załatwi mi równie cudownym sposobem spotkanie z Edwardem Nortonem, będzie maksimum punktów. Taka przekupna baba jestem…
Czekam, czekam… Nie, Norton nie zapukał do drzwi. Nie będzie maksimum punktów.
Mniej więcej od ósmego-dziewiątego rozdziału wiadomo, że Jasmine i Tom są na siebie skazani. Imperator Imperatyw dzieli i rządzi. Aż się boje pomyśleć, co się będzie działo w następnych ponad dwudziestu rozdziałach, bo teraz ta historia wygląda tak, jakby już zmierzała do finału.
Ach, przy okazji rozdziału numer piętnaście mam takie pytanie: ile czasu minęło od rozstania z Davinem? Bo ja mam wrażenie, że nie minął nawet miesiąc, a główna bohaterka zachowuje się i myśli w taki sposób, jakby to był niewyobrażalny kawał czasu. Tak jak wspominałam wcześniej – za szybko leczysz ją z miłości, złamanego serca… Powinna być choć trochę rozgoryczona tym, że facet którego kochała ją zdradził. To nie jest przecież zniszczenie rabatki, czyż nie?
Przyjaciółka Jasmine, Melody, w tym samym rozdziale w swoim miejscu pracy oblewa Davina wodą. Powinna za to wylecieć, w końcu Davin był klientem in spe. Oczywiście nic takiego się nie stało, gdyż znajdujemy się w idealnym świecie opowiadania.
Rozdział osiemnasty ubawił mnie bardzo, a raczej jego końcówka i fragment o tym, że Berlin jest niemal jak wymarły po dwudziestej trzeciej… Wszystko pięknie, tyle że nie jest.
Ech, jak to w klasycznym romansie, mamy też komplikacje: dopiero w okolicach rozdziału dwudziestego drugiego Tom zaczyna być zazdrosny i zaczyna podejrzewać, iż był dla Jasmine jedynie zabawką. Mimo to ja mam wrażenie, że wszystko skończy się dobrze i słodko, jak w komedii romantycznej, którą ogląda się nie tyle dla historii, co dla relaksu.
W okolicach rozdziału dwudziestego szóstego nareszcie pojawiają się jakieś komplikacje, ale są to komplikacje czysto uczuciowe – Tom nie jest pewny, czy Jasmine go przypadkiem nie wykorzystała, by zdobyć materiał. Piękny scenariusz na komedię romantyczną. Dodać kilka żartów i kolejne romansidełko gotowe.
Och, i całe napięcie szlag trafił – koniec dwudziestego dziewiątego rozdziału to koniec afer. Szkoda.
B)Do odrestaurowania 1/6
- przecinki 0/2
- brak literki 1/2
- inne 0/2
Gramatyczni naziści może do ciebie nie przyjadą, ale oddział stylistyczny powinien. Oto długa lista grzechów i grzeszków:
Prolog:
"Jak kostki domina uderzając jedna o druga, rozpędzają się, aby w końcu znaleźć jakiś punkt, który je zatrzyma" - "drugą"
"(...) troski spływałyby po niewidzialnej powłoce, a ja ukryta w jego ramionach..." - po "ja" powinien się znaleźć jeszcze jeden przecinek, bo to "ukryta w jego ramionach" wygląda mi na wtrącenie
"Skupiając się na jego intensywnym zapachu krążącym w moich nozdrzach, niepewnie wypowiedziałam jego imię." - przecinek po "zapachu", imiesłów!
Rozdział 1:
"Czekając na gotującą się wodę podparłam brodę splecionymi dłońmi." - "na splecionych dłoniach" brzmi logiczniej, tak to sobie wyobrażam lewitujące dłonie, ale to tylko drobiazg
"Wyraźnie odczuwałam głuche łomotanie w klatce piersiowej." - jak można odczuwać "GŁUCHE łomotanie"? Brak logiki
"Ach… trzeba pilnować konkurencję." - fleksja - "pilnować (kogo? czego?) konkurencji"
Rozdział 2:
"(...)westchnęłam w aparat telefonu." - "w słuchawkę" jeśli już. Telefon jest też nazywany aparatem telefonicznym, ale w tym kontekście brzmi to po prostu źle
"Usiadłam zrezygnowana na kanapie, zakładając skrzyżnie nogi." - gdzie ona te nogi zakładała i jak wygląda zakładanie "skrzyżne"? Może chodziło ci o to, że usiadła po turecku?
"Ciemnozielone oczy zawiesiłam na jego twarzy, dokładnie obserwując każdą jej rysę..." - oho, chyba ktoś Davina szorował drucianą szczotką! A tak na poważnie to owszem, mówi się o rysach twarzy, ale jeszcze nie słyszałam tego w takim użyciu. Przyznasz, że brzmi trochę... niefortunnie?
"Słuchaj, jesteś mi bezzwłocznie potrzebna" - teoretycznie "bezzwłocznie" znaczy niby to samo co "natychmiast", ale nie używa się go w takim kontekście
"(...)przemierzając berlińskie ulice, mijałam zadbane ale też i odrapane kamienice" - przecinek przed "ale"! To elementarne.
"Szybko zerknęłam na jej badawczą twarz i skupione na mnie ciemne oczy." - badawcze można mieć spojrzenie, ale nie twarz.
"Miałam nadzieję tylko, że wystarczy mi funduszy, do czasu gdy dostanę pierwszą wypłatę w nowej pracy" - przecinek w złym miejscu. Powinien być przed "gdy" nie "do"
"Mel głęboko wciąga powietrze na widok przedmiotu grzechu mojego faceta" - tutaj naprawdę nie wiem, o co chodzi, to omówienie brzmi dziwnie
"Dzisiaj jest ten dzień, w którym okaże się jak szybko potrafię dostosować się do nowych sytuacji." - przecinek przed "jak", bo oddzielasz dwie części zdania
"Będę się przedzierać przez tłum, fotografować wszystko, co się rusza, pchać się do przodu, czołgać i przeskakiwać. Być może i jestem początkującym fotografem, ale nie dam się i pokażę innym, jak to się robi." - powtórzenie "i". Trzy razy.
"Jak na razie prawie nikogo jeszcze nie było, tylko ludzie z ekip telewizyjnych i technicy wędrowali w tą i z powrotem" -"w tę i z powrotem"
"Moje myśli były tak zaprzątnięte wokół samej imprezy..." - "zaprzątnięte czymś", nie "wokół czegoś"
"Koło mnie już zjawiło się wiele innych fotografów, którzy patrzyli na mnie nieco sceptycznie." - "wielu"
"(...)przyłożyłam aparat na wysokość oczu i pstryknęłam zdjęcie prosto w członka zespołu, który stał teraz nade mną." - "przyłożyć" sugeruje, że bohaterka powinna przyłożyć go DO oczu, a co do pstryknięcia fotki "prosto w członka zespołu" (niemamskojarzeńniemamskojarzeń) powinno być "pstryknęłam zdjęcie jednemu z członków zespołu/członkowi zespołu"
Rozdział 3:
"Musiałam być przygotowana na after party, na które według doniesień ciotki, bez problemu powinnam zostać wpuszczona." - jeszcze jeden przecinek przed "według", bo inaczej wygląda to na niepoprawne skonstruowane zdanie.
"Przystanęłam w odpowiednim miejscu, czekając aż udadzą się odebrać nagrodę, po czym uwieczniłam tą chwilę." - "Tę"! "Tę chwilę", na litość Wszechojca!
" A więc powiedz Jasmine, jak się tutaj dostałaś?" - przecinek przed "Jasmine", bo to wtrącenie
Rozdział 4:
"Ukryłam twarz w dłonie" - "dłoniach"
Rozdział 5:
" - Dobra robota – Mark mruknął do mnie znad swojego biurka." - kropka po "robota", bo zdanie zaczynasz od "Mark". Jakbyś zaczęła od "mruknął" to wtedy kropki by nie było.
"Być może, dlatego, że ciotka zawsze chętnie widziała jego zdjęcia." - zbędny przecinek po "może"
"Na ulicy jak zwykle panował hałas, a wszystkie auta i taksówki tłoczyły się po rozgrzanym betonie." - już pomijam to, że nawierzchnia ulicy to asfalt nie beton, to powinno być "tłoczyły się na" lub "toczyły się po"
"(...) a jego przenikliwe tęczówki przejrzały mnie na wylot." - dostajesz piękne smukłe jeden z podstaw biologii. Tęczówkami się nie patrzy, to źrenice są częścią procesu. To elementarne. Ja naprawdę nie wiem, o co większości autorek chodzi z tymi tęczówkami, przecież to absurdalne. Podobnie jak "czekoladowe oczy", które występują również u ciebie. Oczy mogą być szare, zielone, niebieskie, szaro-niebieskie, szaro-zielone i PIWNE/BRĄZOWE. Nie CZEKOLADOWE.
"Zaśmiał się pod nosem, a jego wzrok znów ściągnęło w moją stronę." - "sięgnął" jak już. Chociaż i bez tego to zdanie brzmi głupio. Co, z oczu wyrosły mu takie śmieszne rączki Gadgeta i potargały Jasmine włosy?
"Kiedy tylko ocknęłam się z zamyślenia, wypuściłam ze świstem powietrzem" - nie o takem polszczyznem walczyłem. "Powietrze".
"Groźny głos jego brata potoczył się echem, odbijając się od nieoświetlonych ścian, na których wisiały ich złote i platynowe płyty. Zaśmiał się pod nosem identyfikując ten władczy głos ze swoim bliźniakiem." - to znaczy już wcześniej wiedział, że to Bill, ale pomyślał o tym drugi raz dla pewności, a jak wynik myślenia był pozytywny, to aż się ucieszył? Bo nie rozumiem...
"Do jego uszów doleciały odgłosy śmiechu w sąsiednim pomieszczeniu. " - Jezusie kochany, "uszu", nie "uszów"!
Rozdział 6:
"Wiosenne dni, to najlepsze dni w roku." - zbędny przecinek
"Stanął obok mnie, opierając się o blat i patrząc jak nakładam mu spora porcję spagettie." - "sporą" "spaghetti"
"Popatrzył na mnie z małym uśmiechem, błąkającym się po miodowej twarzy, jednak udałam, że nie słyszę jego uwagi." - po jakiej twarzy?! Nie rozumiem... Bo brzmi to tak, jakby Tom wymazał sobie gębę miodem. A chyba tego nie zrobił, prawda?
"(...) jego rozbiegane oczy, błądziły po mojej twarzy. " - zbędny przecinek
Rozdział 7:
"Zagryzłam niezręcznie wargę" - jak się zagryza NIEZRĘCZNIE wargę? Można się niezręcznie poczuć, ale o jakimkolwiek zagryzaniu czegokolwiek w życiu nie słyszałam
"Davin, chyba powinnam wracać z powrotem." - i cofnąć się do tyłu. Nie no, to zdanie to masło maślane
"Z chłopakiem, który ma na głowie zupełnie inny świat i stoi po przeciwnej stronie balustrady" - mówi się "barykady", nie "balustrady"
Rozdział 8:
"(...) kiedy nagle odpłynęłam w objęciach morfeusza i samego Toma Kaulitza." - mówi się "w objęcia Morfeusza"
Rozdział 9:
"Każe z nich wpatrzone było w grupę ludzi znajdujących się naprzeciwko nich." - "Każdy z nich wpatrzony był"
"Było to w końcu centrum uwagi, od kiedy każdy wpatrzony był w występ prowadzony na scenie" - występ PROWADZONY na scenie? Absolutnie nie ten czasownik. W ogóle żadnego mogło by tam nie byĆ
"(...) że tak naprawdę pochłania go taniec pół nagich dziewczyn" - "półnagich"
"Popatrzył w jej karcące oczy..." - karcące może być spojrzenie, nie oczy
"Uśmiechnął się, delikatnie gładząc jej ramie." - "ramię"
"Dłoń w której trzymał pilot nagle zacisnęła się mocniej." - przecinek po "dłoń" i przed "nagle", bo to wtrącenie
"Tą fotoreporterkę?!" - "tę"
"Splótł ze sobą palce obydwóch dłoni, łokcie opierając na kolanach." - "obu" "obydwu". A w ogóle nie wiem, po co to dookreślenie. Toż każdy normalny człowiek ma dwie dłonie, prawda?
"Szybko stłumiłam tą chęć i zaczęłam zakładać moje botki." - "tę"
Rozdział 10:
"Nie, nie mówię o stylu, ale ich szczupłe, wysokie sylwetki były niemal identyczne. Pomijając to, że Tom był lepiej zbudowany." - To w końcu Tom jest szczupły, czy dobrze zbudowany? Bo się gubisz w zeznaniach...
"Popatrzyłam na niego niepewnie i z cichym trzaskiem zamknęłam drzwi." - trzask, ze swojej natury, nie może być cichy
Rozdział 11:
"Ruszyłam w stronę parkingu, a mój wzrok intensywnie śledził bezruch czarnego auta." - jak można śledzić bezruch? Śledzenie= tropienie= podążanie śladem, więc ruch.
"(...) gorzko wpatrując się w jego oczy." - gorzko można coś powiedzieć. Nie wpatrywać się
"Popatrzyłam przeszklonymi oczami na mojego chłopaka." - wzrok może się faktycznie zeszklić od łez, ale o przeszklonych oczach to jeszcze nie słyszałam.
"Pod moimi lekko zakrwawionymi oczami, znajdowały się tylko delikatne cienie." - nie rozumiem tego zdania. Dlaczego miała zakrwawione oczy, toć dopiero co jucha ciekła z warg...
" Szmuglując listę osób, z którymi mogłabym spędzić ten smutny dzień..." - gdzie tę listę szmuglowała? Na drugą stronę tęczy? Szmuglować znaczy przemycać... Chyba nie o to ci chodziło
Rozdział 12:
"(...)lekko dotknęłam jego smukłego policzka." - smukłą, to można mieć sylwetkę, nie policzki.
"Przylgnęłam do niego jak rzepa i po chwili musnęłam jego nagi bark." - chyba chodziło ci o rzep, a nie o rzepę.
Rozdział 13:
"Mark Wannford miał jakieś trzydzieści lat. Był wysokim i dobrze zbudowanym facetem. Ale czy on nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie denerwuje? " - a co ma piernik do wiatraka? Jasmine irytuje jego dobrze zbudowane ciało i "starczy" wiek, czy jak?
"Omiótł mnie ciemnym spojrzeniem." - ratunku, nie rozumiem!
Rozdział 14:
"przyznał, odchylając się ode mnie na chwilę."- chyba "odsuwając"
"Jego dłonie wsunęły się pod moją bluzkę, smyrgając mnie po plecach" - "smyrgając"? Co to jest w ogóle za słowo? W słowniku nie ma bardziej... literackich wyrażeń?
Rozdział 15:
"Uchyliłam je szerzej, pozwalając, żeby ciepłe powietrze przedostało się do wnętrza mojego mieszkanka. Nabrałam dwa głębokie oddechy powietrza i stęknęłam cicho, czując, jak niewygodna rama okna wbiła się w moje żebra, gdy się przez nie wychyliłam." - powtórzenie "powietrze"
"No zobaczymy książę, czy będziesz, bo w innym wypadku..." - przecinek po "zobaczymy", bo "książę" to wtrącenie
"(...)że on też nie, po tym jak walnęłam go w twarz, przy oglądającej tą scenę kochance." - "tę"! "TĘ"!
"Zdradził mnie z nią i w dodatku tak po prostu się z nią teraz mizdrzy" - "mizdrzyć" można się przed czymś/kimś. Nie z kimś.
"Ja jednak nie zamierzałam dać się znów nabrać i z tego, co zauważyłam Melody też nie." - brak przecinka/kropki przed "Melody"
"Jost zaalarmowany wymianą zdań między braćmi, klasną dwa razy w dłonie, aby zwrócić na siebie uwagę." - "klasnął"
Rozdział 16:
"Widziałam, że jeszcze ze sobą nie skończyli, miałam to jednak gdzieś, bo nie chciałam mieć tutaj dwóch stratowanych facetów na głowie." - a kto miałby ich niby stratować? Stado słoni? Pędzące antylopy springbok?
"Wybrałam tą drogę..." - "tę"
"On jednak nie przejął się tym zbyt bardzo." - "zbyt bardzo"? "Zbyt mocno" raczej. Lub "za bardzo". Ewentualnie "zbytnio"
"Kiedy tylko zobaczyłam jego subtelny uśmiech, sama odwzajemniałam się tym samym. " - a masło jest maślane. Skoro "odwzajemniła", to znaczy że wykonała ten sam gest.
"Poruszył cwanie brwiami, a ja roześmiałam się dźwięcznie." - a to można w ogóle tak poruszyć brwiami? Proszę o jakąś wizualizację, bo nie rozumiem.
"Wesoło przeszłam do kuchni, z której dolatywał jakiś przyjemny zapach." - o można wesoło iść, to też novum. Czy to znaczy, że szła w podskokach?
"Nagle do naszych uszów doleciał dzwonek do drzwi." - "uszu", na wieczne cierpienie Lokiego, "uszu"!
"Jej mocno zaciśnięte usta, tworzyły wąską linie..." - "linię". Jedną.
Rozdział 17:
"Puszyste, aczkolwiek stylowe dywany, leżały jak wyspa na ciemnych panelach, pokrywających podłogę. " - to chyba jak "wyspy", skoro było kilka tych dywanów. No, chyba że były rzucone jeden na drugi.
"On przecież nie uwierzył by w ani jedno słowo. " - "uwierzyłby"
"Wiedział, gdzie szukać brata. Otworzył szybko mahoniowe, masywne drzwi. Dobrze wiedział, że już mało czasu pozostało mu do wyjścia." - powtórzenie "wiedzieć"
"czy on musi spotykać się akurat z paparazoo? "-  "paparazzo"
Rozdział 18:
"Gdy przez moją głowę przepływały już tylko i jedynie myśli..." - to tylko czy jedynie? Zdecyduj się na jedno albo drugie, toć znaczą to samo
"Złapałam za torebkę, którą sobie wcześniej naszykowałam i klucze." - przecinek po "naszykowałam" jeszcze, bo to wtrącenie
"Wciągnęłam ich zapach, przymykają powieki." - "przymykając"
"Choć do mnie" - no w tym przypadku to chyba "chodź"
"Przypominają mi o tym, jak bardzo można popaść w coś po uszy..." - po uszy można w coś wpaść, nie popaść. Popaść można w długi na przykład.
"Mimo, że mieliśmy kawał do przejścia… to naprawdę był kawał, to jednak całkiem dobrze dawaliśmy sobie radę. Moje nogi powłóczyły raz do przodu, raz do tyłu." - błąd logiczny. Skoro Jasmine powłóczyła nogami, to znaczy, że iść już nie mogła, że była zmęczona.
Rozdział 19:
"Bałam się tego, że nie ma wobec szczerych intencji." - wobec kogo nie ma tych intencji?
Rozdział 20:
"Jestem więc dobrej nadziei, choć z drugiej strony przydałby wam się szum wokół zespołu przed wydaniem płyty." - mówi się: jestem dobrej myśli
Rozdział 21:
"Zawsze chciałam, aby wreszcie mnie polubił." - to zawsze czy wreszcie? Zresztą, nie znają się tak długo, by "zawsze" miało jakiekolwiek prawo użycia
"(...) a widząc efekty pokrojonego ludzkiego ciała, żołądek podchodzi mi do gardła!"- ekhem, efekty czego? Znowu jakaś niezręczność stylistyczna
Rozdział 22:
"(...)na boso udałam się do kuchni, aby uspokoić mój zbuntowany żołądek." - znów ta niezręczność."Zbuntowany żołądek" oznacza, że komuś jest niedobrze, że wymiotuje, a nie że jest się głodnym
"Dziwnie się czułam siedząc razem z nim, jak ze starym kumplem, zajadając się jogobellą." - "Jogobella" to nazwa własna, więc powinnaś zapisać ją wielką literą.
"(...) choć kłóci się to z jego mechanizmem samoobronnym" - "samoobrony"
"Tak, ale nie jest paparazzo, to zupełnie nieszkodliwa pracownica kawiarni przy ulicy Besselstrasse." - "strasse" to po niemiecku "ulica". Więc poprawienie to zdanie brzmiałoby "przy ulicy Bessel" lub "przy Besselstrasse"
"Uśmiechnął się, widząc z jaką zapalczywością mówię o swojej przyjaciółce." - za słownikiem: "zapalczywość - gorliwość; żarliwość; skłonność do unoszenia się gniewem, przy czym raczej używa się go, gdy mówi się o emocjach negatywnych.
"Widziałam jednak, że na jego twarzy pojawiło się spięcie." - no chyba "napięcie"
"Uśmiechnęłam się leciutko, słysząc jego równomierny oddech i przyjemny zapach." - brzmi to tak, jakby Jasmine słyszała zapach
" Gdy tylko dostałam telefon z pracy, zebrałam się z łóżka, zostawiając samego zapadniętego w sen Toma." - owszem, w sen się zapada, ale raczej nie można powiedzieć, że ktoś jest "zapadnięty w sen"
"Ciągle wspominałam słowa Billa, który uważał, że powinnam powiedzieć mu, co czuję." - brzmi to tak, jakby miała wyznać miłość właśnie Billowi, nie Tomowi
"Wywrócił młynek oczami." - młynka można zrobić kciukami. Oczy wznosi się zwykle do nieba, lub po prostu przewraca się nimi. W literaturze.
Rozdział 23:
"Minął czarną rogową sofę i szklany stolik." - "narożną" nie "rogową"
"Przypomniał sobie, jak słodko tuliła się w jego ramionach." - "tulić" lub "przytulać" można się do kogoś/czegoś nie w czymś/kimś
Rozdział 24:
"Uśmiechnęłam się w między czasie, czując jak jego ciepłe dłonie podwijają sukienkę, którą dzisiaj na siebie założyłam." - "międzyczasie"
"Widział podekscytowane oczy bruneta..." - "podekscytowanie w oczach"
"Uderzył pięścią w stół, przewracając szklankę z colą, która rozlała się, cieknąc po szklanym stole." - skoro się rozlała, to musiała ciec, po co się powtarzać?
Rozdział 25:
"Ulice były tworzone przez ciasno do siebie przylegające fronty kamienic." - fronty kamienic do siebie przylegały? Raczej boczne ściany, front to ten fragment, który widzimy, stojąc na ulicy...
"Meble były w soczystych odcieniach brązu..." - bardzo jestem ciekawa, jaki to kolor - "soczysty brąz"
"Myślę, ze po prostu bardzo wpadłaś Billowi w oko " - nie można komuś bardzo wpaść w oko!
"Ja jednak szturchnęłam ja zaczepnie." - "ją"
"Okazało się jednak, że nie wiele robić musiałam."- "niewiele"
"Szybko przepuścili go, rzucając mi ciekawskie uśmieszki. " - ciekawskie mogą być spojrzenia, nie uśmieszki
Rozdział 26:
"Nie będziesz teraz nigdzie dzwoniła, a teraz chodź." - powtórzenie "teraz"
"Dav przesuną się obok mnie, do zamka wsuwając pojedynczy klucz." - "przesunął". A poza tym, to dziwne byłoby, gdyby w jeden zamek wpychał dwa klucze.
"Odwróciłam od niego twarz, aby nie odczytał z niej niepewności, która natrętnie dzwoniła w moich uszach." - niepewność dzowniła jej w uszach? To jakaś niezręczność językowa.
"Oddasz mi tą komórkę? " - "tę"!
"Woda sodowa ci do głowy uderzyła? " - a dlaczego Davinowi miała uderzyć do głowy woda sodowa? Toż to wyrażenie dotyczy tylko osób, które odniosły nieoczekiwany sukces i się nim upajają!
"Zerknęłam na niego krótko, dostrzegając, że rozgościł się, jakby był tutaj niepierwszy, ale setny raz." - "nie pierwszy"
"Przez cały wieczór i tą noc, czułam się jakbym wpadła do wirówki..." - "tę"!
"Jestem osobą, która spędza życie na gonitwach, mających na celu zdobycie trudnodostępnego zdjęcia." - "trudno dostępnego"
Rozdział 27:
"W tym samym czasie usłyszałam długi dźwięk, obwieszczający otwieranie domofonu." - domofon to urządzenie, nie da się go otworzyć. Bramę za to się da.
"(...)nie zdolny do nie wierzenia jej jasnym, zielonym oczom..." - "niezdolny"
Rozdział 28:
"Moje serce zabiło mocniej, kiedy zobaczyłam numer osiem na srogich, zamkniętych drzwiach." - raczej surowych, jeśli już, ale to dalej nie brzmi dobrze
"Nie ma to jak szybki konkret. Mężczyzna szybko usiadł przy komputerze, wpisując w niego niezbędne dane" - powtórzenie "szybko"
"(...)moim celem było wyciągnąć z Davina jak najwięcej informacji na temat tego, co tak właściwie robił przed klubem tej feralnej nocy, jaki udział ma w tym Mark i o co im obojgu chodzi." - "obu". Chyba że Mark lub Davin po drodze zmienił płeć
Rozdział 29:
"Tak po prostu ma im to pójść płazem?!" - mówi się "puścić płazem"
" Z cichym sapnięciem uniosłam się na łokciach i dotknęłam bolejącej wargi. " - w tym przypadku "bolącej", nie "bolejącej"
"Nie zdążył jednak wejść do pokoju, gdyż odepchnął go Tom, wpadając do środka niczym proca." - "z procy"
Rozdział 30:
"Wzdrygnęłam się lekko, na jego dźwięk" - zbędny przecinek
Rozdział 31:
"(...)obitych w czerwony materiał kanap." - "czerwonym materiałem"
Epilog
"Czując słońce głaszczące moją jasną skórę..." - przecinek po "słońce"
"(...)bo każda przeszkoda jeszcze bardziej zacieśnia nas przy sobie." - "zacieśnia nas"? Zacieśniać można na przykład więzy, ale nie ludzi...
C)Widok z lotu ptaka 2/5
Jest to klasyczne FF, którego tematem przewodnim jest niespodziewana miłość, która jak grom z jasnego nieba spada na kochanków, którzy zachowują się, jakby z dawien dawna byli sobie przeznaczeni. Jedynym fajnym, nowym elementem jest zrobienie z głównej bohaterki paparazzi.
Co do stylu, to muszę przyznać, że jest całkiem niezły. Byłby dobry, gdyby nie liczne potknięcia stylistyczne i dziwnie skonstruowane zdania.
Dlatego dwa punkty ode mnie
D)Ważne osobistości 3/5
Jasmine – miła, uczynna, wrażliwa – ot, dziewczyna z sąsiedztwa. I chociaż przeczytałam całe opowiadanie, to nadal nie jestem w stanie powiedzieć o niej zbyt wiele. Och, jeszcze całkiem szybko się zakochuje.
Tom i Bill – obaj chłopcy do rany przyłóż. Bill jest zabawny, a Tom słodki, uroczy, choć nieco zaborczy.
Melody – istnieje tylko wtedy, gdy Jasmine sobie o niej przypomni. Takie klasyczne przeciwieństwo głównej bohaterki: odważna, z niewyparzonym jęzorem, kochliwa, lubi się dobrze zabawić.
Davin, Mark, David Jost – klasyczne schwarzcharaktery, nie ma w nich krztyny dobra, przeciwieństwa Toma, Billa, Melody i Jasmine.
Zabytki 9/10
Obverses – strona główna
Z pierwszej ręki – czyli kilka informacji o blogu
Widownia – linki są pogrupowane, więc nie ma się do czego przyczepić
Autorka – nie rozumiem, dlaczego w tej zakładce znalazła się ścieżka dźwiękowa, a zamiast spodziewanych informacji, informacje o kontakcie…
Ostatnie zdjęcie 2/5
Od siebie dam punkt za samodzielne wykonanie każdego szczegółu na blogu: od szablonu, poprzez cytaty, na treści kończąc.
Drugi dam za pomysł, który nie do końca uważam za zrealizowany – bo czy Tom i Jasmine naprawdę byli takimi zupełnymi przeciwieństwami? Wszak ich związek na koniec okazał się jak najbardziej funkcjonującym tworem…
65/86 – przyjemne miasto na krótkie wczasy, czyli dobry
Ledwo się zmieściłaś, dziewczyno! Ale nie miałabym serca wlepić trójki, bo w końcu nie było tak źle, choć przewidywalnie.
PS. Znów zlinkowałam kilka filmików w tekście. Nie mogłam się powstrzymać. 

4 komentarze:

  1. Dziękuję za ocenę.
    Część błędów jest tak oczywista, że sama się sobie dziwię, ale nie ze wszystkimi się zgadzam, szczególnie że nie piszę książki naukowej, w której każde odstępstwo od schematu jest błędem, a opowiadanie w którym występują także metafory, porównania i inne środki stylistyczne w których specjalistką nie jestem. Znam podstawowe zasady stawiania przecinków i skoro nie stawiam go przed 'elementarnym ale' raz na 30 rozdziałów, to znaczy że nie jest to celowy zabieg.
    Śmieszne te niektóre twoje komentarze były, ale i momentami bardzo irytujące xD.
    Jednak przyjmuję do wiadomości to co mi wytknęłaś w ocenie i zastanowię się nad tym.
    Idealnej miłości Jasmine i Toma też nie lubię. Jeśli będę dalej pisała to opowiadanie, to postaram się sprawić, żeby było więcej szczegółów z życia bohaterów, no i żeby skończył się ten idealny świat.
    Tak samo nie lubię tego, że Jasmine tak szybko wpadła w ramiona Toma, ale pisząc to kierowałam się faktem, że niektórzy ludzie mają taką tendencję. Nie każdy jest idealny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podchodzisz krytycznie do swojej pracy, to się ceni.
      A moje komentarze - świetnie, że zauważyłaś, że są jednocześnie śmieszne i irytujące - takie mają być :)

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że gdyby nie Broz-Tito to ocenialnia nie dałaby sobie rady... Śmieszne, że wszyscy tak się pchają do oceniania, a potem olewają sprawę... Jasne, brak czasu, ale to chyba nie zbyt wielka sprawa, żeby ocenić bloga raz na jakiś czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za uznanie, ale nie przekreślajmy pozostałych oceniających, mają urlopy.

      Usuń