056.Ocena bloga Łzy niewiernego


Przepraszam, że długo mnie nie było, studia są złe, nie studiujcie.

To jakieś fatum, ponieważ zamiast „łzy” przeczytałam „zły”, ale to moje prywatne problemy. Czuję jednak przemożną potrzebę opowiedzenia o nich w tym miejscu, bo później nie będzie na to czasu. Tak więc przeczytałam „zły”. I razem z tymi „złami” dzisiejszą ocenę sponsorują literki B jak BBC, Bleibtreu Moritz i Bruch Volker (ale to taki fanserwis dla Marszłkowej), M jak Musicale i S jak Seriale
Oceniam bloga Deneve, żeby nie umknęło mi w tych potokach słów. I „złów”.

Wjazd do miasta 10/10
Jeśli chodzi o wjazd, to jest tajemniczo i ze wszech miar młodzieżowo, jak mawia Radkowiecki. Tajemniczy jest już adres bloga, a skoro w tym miejscu powinnam powiedzieć co nieco o moich uczuciach, wrażeniach i skojarzeniach...
... to powiem, że kojarzy mi się to z fantasy, ewentualnie z si-fi. A że obu tych gatunków mam ostatnimi czasy doprawdy potężny niedobór, to czuję się zachęcona Poczuwam się jednak do odpowiedzialności wypowiedzieć się w imieniu tak zwanego ogółu, więc pochwalam również to, że adres nie jest kilometrową zbitką słów, dzięki czemu jest łatwy do zapamiętania i raczej intrygujący. Zachęca do wejścia na bloga.
Widzę, że belka podporządkowuje się świętemu ale niepisanemu prawu ocenialni, czyli NA CAŁE SZCZĘŚCIE MASZ CYTAT!
 
„Wolę raczej umrzeć, niż wypalać się powoli…”  - tak właśnie ów cytat brzmi. Ba, masz nawet wielokropek, którego szczerze nienawidzę, ale niechęć na bok, to nie moja belka. Sprawdzam w Google, by ewentualnie móc złożyć pozew za kradzież albo chociaż zhakować twoje IP, ale okazuje się, że nie muszę, bo w rekordach wyskakuje tylko twój blog. Jest zatem jeszcze bardziej klimatycznie, tajemniczo, a bardziej młodzieżowo to już chyba być nie może – no, chyba że zafundujesz nam później rąbankę  w wiedźmińsko-wyszczerbionym stylu, koniecznie  w slow-motion (ach, przepraszam, znów mi się tu Radkowiecki pcha!).
Kolorystyka dla oka przyjemna, nigdzie żaden neonowy kolor mnie nie razi, więc czuję się zachęcona.
Za umiejętność zachęcenia: komplet punktów.

Architektura 14/15
Jakże cieszy oko, a nawet dwoje oczu (o tym razem Tolkien mnie podstępnie z cytatem zaszedł) twój szablon. Jest prosty, ale estetyczny. Zamiast nagłówka z milionem elementów, wśród których obowiązkowo będzie znajdował się zegarek i pięć twarzy wybranych przez maszynę losującą, mamy brązowe tło i rysunek dziewczyny. Tutaj rzeknę sobie tylko, że rysunek sam w sobie fajny, natomiast miecz wydaje mi się zupełnie nieproporcjonalny względem dziewczęcia. Serio, głownia jest ogromna!
Szablon podoba mi się, ponieważ nie jest nachalny. Grafika nie rozprasza, nie odciąga od treści. Ramek masz aż siedem, porozsiewanych po całym szablonie – i to jest maluteńki problem. Linki ocenialni, które przyglądają się twojemu blogowi przeniosłabym na podstronę, bo wydaje mi się, że w prawej kolumnie i bez tego dzieje się sporo. „W skrócie” i „informacje” połączyłabym w jedno, ponieważ w zasadzie obie spełniają tę samą funkcję. Jest to jedyna rzecz, do której się czepiłam, co jest sukcesem, bo mam tendencję do czepiania się o szczególiki.

Zwiedzanie 74/80
Sześć wyglądających na długie rozdziałów. Nie ma na co czekać, trzeba brać się do roboty i bez tego spędziłaś sporo czasu w mojej kolejce.
Gott mit uns! [Allons-y! Geronimo!]
A)Historia 28/30
Rozdział I – Dairen
Dairen to miasto w alternatywnym świecie, w którym znajduje się akademia, która szuka ludzi, na których mogłaby prowadzić testy i którym mogłaby dać wielką moc, stworzyć superżołnierza – czuję się zainteresowana od pierwszych akapitów (i dlatego cudownie rozmnożyłam słowo „który”). To dobrze, że potrafisz zaintrygować – taki pierwszy mały plusik na liście, mam nadzieję, że lista plusików będzie długa.
O, jednak pierwszy minusik, bo:
Tak sobie rozmyślam nad praktycznością porcelanowej maski. Zawsze wydawało mi się, że porcelana nie jest trwała, ponieważ zbiłam niezliczoną ilość filiżanek. A jeśli nosi się taką porcelanową maskę na twarzy i jest się żołnierzem, to automatycznie wystawia się tę maskę na hazard. Ale może ja o czymś nie wiem, a porcelana jest supertrwała. Dodatkowo – nie do końca wiem, jak ta porcelanowa maska wygląda. Wątpię, by była to maska Upiora, a więc zakrywa całą twarz – co dodatkowo jest wybitnie niepraktyczne w walce – ja wiem, że ma to sprawiać, że superżołnierz zachowa anonimowość na swoich wyprawach, ale, na wszystkich bogów Valhalli, pod taką maską jest duszno, gorąco, a do tego mało widać przez wizjery – już chyba ewolucja uzbrojenia i rezygnacja z przyłbic i innych dziwnych akcesoriów na rzecz hełmów (swoją drogą również wygodnych i praktycznych, że ho ho – dowodem niech będą desantowcy notorycznie gubiący hełmy podczas skoków) udowodniła, jak mało to praktyczne. Jeśli twój superżołnierz miałby być jednocześnie zabójcą – taka maska jest podwójnie niepraktyczna. Niepraktyczna do kwadratu, o!
Zauważyłam drobne potknięcie – najpierw napisałaś, że Varren wypalił całą paczkę papierosów, a później napisałaś, że nosi je papierośnicy – zdaje mi się, że pojemność tego drugiego jest nieco mniejsza mimo wszystko.
I bardzo chciałabym lepiej poznać świat przedstawiony – bo coś mi zgrzyta jak czytam o trafikach, kioskach znaczy się, w których sprzedaje się papierosy na paczki, a potem czytam o walce na miecze. To pierwsze wskazuje na pseudowspółczesność lub przyszłość, to drugie zaś na charakterystyczne dla fantasy pseudośredniowiecze. Czyżbyś chciała połączyć te dwie sprawy? To dopiero interesujące rozwiązanie.
Rozdział II – Mizerykordia
Ciekawy zwrot akcji w tym rozdziale, to muszę przyznać. Mam tylko nadzieję, że bohaterka nie zacznie nagle świecić zajebistością jak Mary Sue. Bo zrobienie z niej Mary Sue byłoby  wielkim minusem dla tego opowiadania.
Niemniej jednak nadal niewiele wiemy o świecie przedstawionym. Być może przyjęcie punktu widzenia głównej bohaterki na to nie pozwala, ale mimo to chyba nawet ona, żółtodziób, powinna wiedzieć, gdzie przyjechała i gdzie właściwie mieszka. Dairen i Akademia wydają mi się takimi dziwnymi miejscami zakotwiczonymi w zupełnej nicości, mam nadzieję, że trochę opisów otoczenia pojawi się, gdy bohaterowie pojadą na wspominaną w końcówce rozdziału misję.
Co do stylu, to jest on przyjemny, nieskomplikowany. Na szczęście nie używasz słów, których znaczenia nie rozumiesz. Dialogi wypadają naturalnie, a realizmu dopełniają wulgaryzmy. Chociaż czasem mam wrażenie, że Varren w paru miejscach przeszarżował – tyle o naturalności. Nie wiem czy to specjalnie, czy przypadkowo, ale zdaje się, że będziesz grała schematem „nienawidzą się – wyślijmy ich razem na misję, albo się pokochają, albo pozabijają!” – schematy są super i bywają przydatne, ale akurat ten schemat jest potwornie zgrany  - tak zgrany, że już sobie dośpiewałam ciąg dalszy, chociaż wcale nie przeczytałam kolejnych rozdziałów. Mam nadzieję, że jednak mnie zaskoczysz i schemat wykorzystasz jako zasłonę dymną.
Rozdział III – Fotografia
No dobrze, powiedzmy coś o bohaterach, chociaż szczegółowy opis pojawi się później – mam drobne wątpliwości co do psychologicznego prawdopodobieństwa ich zachowań. Varren, nie szukajmy daleko, zachowuje się jak jakiś cholerny czajniczek, wiecznie na gazie – wystarczy nie tak postawić krok, by zezłościł się absolutnie niewspółmiernie do wagi potknięcia bohatera, który akurat towarzyszy mu w jakieś scenie. Zresztą, Varren jest chyba postacią, która najbardziej mi przeszkadza i której zachowania nie zawsze umiem sobie wytłumaczyć, ale to może tylko ja czegoś nie rozumiem.
Co prawda, myślę sobie, że ich zachowanie może być spowodowane wszczepieniem tajemniczych kamieni, ale nie jest to jasno wyjaśnione – czy byli tacy wcześniej, czy to kamienie ich zmieniły? To chyba też wina niedostatecznej wiedzy o świecie przedstawionym.
Co do  kwestii technicznych w rozdziale – nadużywasz spójnika „i” zupełnie ignorując inne. Na przykład akapit o tym jak Averyn szuka koszulki w pokoju Varrena cały był usiany tym nieszczęsnym „i”. Nie wydaje mi się, żeby to był celowy zabieg, a przynajmniej tak to wyglądało. Zresztą, nadaktywność „i” zdarzała się i w poprzednich, ale ten akapit sprawił, że nie mogłam tego dłużej tolerować.
Och, przy okazji tej sceny w sypialni Varrena to natknęłam się na kolejny schemat, który możemy nazwać tajemnicą – okazuje się, że on i główna bohaterka znali się wcześniej, ale ona go nie pamięta. Tutaj chyba jednak sprawdza się moja teoria, że wszczepienie kamienia zmienia człowieka.
Rozdział IV – Dług
Tutaj chcę powiedzieć tylko tyle, że cieszę się, że jednak tajemnica nie jest do końca schematyczna – okazuje się, że to nie true love, ale dług – no dobrze, na to się zgadzam, to nie brzmi już tak sztampowo. Chociaż i tak z tyłu głowy mi się ta true love wala, ale to mój prywatny problem.
Na plus zaliczam także to, że pojawił się jakiś opis świata zewnętrznego, choć nie był to opis wyjątkowo bogaty w szczegóły. Chyba właśnie opisy miejsc są tym, nad czym powinnaś popracować, bo czasem podczas czytania łapię się na tym, że zupełnie nie widzę bohaterów w jakiejkolwiek, określonej przestrzeni. Bohaterów kreujesz bez większych potknięć, opisy ich reakcji i wyglądu są wyczerpujące i bardzo plastyczne, natomiast opisy wnętrz leżą. To nie tak, że się nie pojawiają, ale po prostu wydają mi się być zbyt skąpe.
Rozdział V- Maska
Bardzo się cieszę, że w piątym rozdziale trochę rozbudowałaś świat przedstawiony. Chociaż z drugiej strony tak jakby zdradziłaś czytelnikom niemałą część sekretów głównych bohaterów. Trochę szkoda, że tak szybko, ale rozumiem, że to było potrzebne do tej – przyznam, że niespodziewanej, przynajmniej dla mnie – volty jeśli chodzi o bohaterów...
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, to znaczy, już zdążyłam polubić Młodszego Arane, a tu się okazuje, że mamy spisek. Dużo to wszystko bardzo, iż to wszystko jest bardziej skomplikowane niż mi się na początku wydawało i nie idzie jakimś nudnym schematem „biedna bohaterka dostaje supermoce a potem wyrusza na supertrudny quest, ewentualnie po drodze spotyka miłość życia, więc na koniec wszyscy ją lubią”. A przynajmniej nie zapowiada się, że to wszystko pójdzie w tę stronę. Chociaż przyznaję, że na początku wątpiłam.
A, jeszcze takie jedno pytanie – na końcu rozdziału Averyn czyści broń – mam nadzieję, że nie robi polerki, bo z tego co wiem, to wyruszając na zadanie (a będąc w zasadzie snajperem), lepiej nie świecić metalem z daleka, bo byłaby porażka, a nie zasadzka. Ale może zbytnio dostosowuje zasady realnego świata do twojego świata. Albo po prostu się czepiam.
Rozdział VI – Ktoś jeszcze
Znalazłam błąd logiczny – w poprzednim rozdziale napisałaś, że Averyn zamieniła swój miecz na sztylety, tymczasem w tym rozdziale ma miecz (scena, w której strzela z karabinu do Livii). To co prawda pierwszy taki błąd, a może raczej niedopatrzenie, ale zawsze coś.
W zasadzie żadnych nowych uwag nie mam. Więc może na tym zakończę część dotyczącą samego opowiadania.
B)Do odrestaurowania 32/35
- ortografia 5/5
- zapis 5/5
-język 4/5
Nie jest jakiś przesadnie ubogi, ale też nie przeciętny. Ale z drugiej strony również nieprzesadnie bogaty. Masz ewidentny problem z łącznikami – praktycznie używasz tylko „i”.
- styl 5/5
Natomiast styl bardzo przyjemny. Różnicujesz style wypowiedzi bohaterów i starasz się tego trzymać. Nawet wulgaryzmy, znak rozpoznawczy Varrena, nie przeszkadzają jakoś bardzo.
- dialogi 5/5
Trochę o tym napomknęłam w stylu, więc nie będę się powtarzać, a zapisujesz je bezbłędnie, więc nie widzę powodu, by odejmować punkty
- przecinki 5/5
- inne błędy 3/5
Tu się pojawiło jednak kilka niezgrabności. 
Lista poniżej:
Rozdział 1:
"(...)po chwili poczuła silne uderzenie, sięgające jej ramienia" - tutaj nie bardzo wiem, o co chodzi. Uderzenie sięgające ramienia? A nie lepiej napisać "uderzenie w ramię" czy coś takiego?
"Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że wpatruje się w nią uważnie, obracając przy tym biała, porcelanową maskę w dłoniach." - "białą"
Rozdział 2:
"Po chwili poczuła krótki cios w tył kolan. Jej nogi zgięły się i upadła na ziemię..." - to brzmi jakoś niezgrabnie. Coś mi w tym zdaniu zgrzyta "tył kolan". Mogłaś napisać, że dostała "pod kolana" (bo i tak wiemy, że napastnik stoi za nią), albo że ją zwyczajnie ściął, ale to już gadka podwórkowo-sportowa bardziej
"Sam mówiłeś, że da mi wycisk i będzie w stanie zabić mnie z byle powodu — powiedziała pewnie. Mimo wszystko mogła coś na tym ugrać. Sam mówił, że potrafi szybko biegać." - powtórzenie "sam"
"(...)że puścisz parę z mordy…" - ja bym tu jednak zachowała klasyczną "gębę" - ale to tylko sugestia
Rozdział 3:
"Cichy szept mężczyzny sprawił..." - szept z zasady jest cichy, więc to słowo bym wywaliła
"Nie spojrzała nawet na niego i podeszła do drzwi, które jej wskazał. Nacisnęła klamkę i zamarła." - powtórzenie "i"
"Przeżyła już kilka okazji, w których Varren mógłby pozbawić ją głowy, lecz tak się nie stało." - tu jest kulawo. Skoro przeżyła, to wiadomo, że jej nie zabił.
Rozdział 4:
"Kairn od czasu do czasu przyglądał się idącej przed nim Averyn, próbując odczytać cokolwiek z jej twarzy" - skoro szła PRZED nim, to jak miał jej spoglądać w twarz?
"Averyn zgadywała, że zostało obsiane ziemniakami" - ziemniaków się nie sieje tylko sadzi.
Rozdział 5:
"Jego cichy, jadowity głos wlał się do jej głowy niczym trucizna. Podszedł do niej, jakby z zamiarem dotknięcia jej, ale ostatecznie zdołał się powstrzymać - ten głos podszedł? Bo tak jakoś wyszło
"Uśmiechnął się, widząc, jak Averyn opuszcza spojrzenie" - "wzrok" nie "spojrzenie"
Rozdział 6:
"Averyn w odpowiedzi kiwnęła głową i przeszła wzdłuż przedziału" - chyba jednak wagonu
"(...)a ona nie mogłaby odpowiedzieć ani słowa na swoją obronę." - sądzę, iż "powiedzieć" w zestawieniu z "na swoją obronę" brzmi lepiej
"Naprawdę chciała mu pomóc, ale, gdy tylko sięgnęła swojego ostrza, wzrok Livii skierował się w okolicę jej stóp i, gdy tylko pociągiem zarzuciło lekko, Averyn zrozumiała..." - powtórzenie "gdy"
C)Widok z lotu ptaka 10/10
- Pomysłowość autora 5/5
Na początku bałam się strasznie, że pójdziesz ścieżką schematu, ale kilka niespodziewanych zwrotów akcji, jak ten z Kairnem czy dwoma kamieniami, które wszczepiono głównej bohaterce, pozytywnie mnie zaskoczyły.
- Ogólny pomysł na opowiadanie 5/5
Pomysł jest fantastyczny. Z braku bardziej rozbudowanych opisów nie do końca wiem, w jakim uniwersum akcja się rozgrywa, ale kamieni, które dają moc, ośrodka dla superżołnierzy-zabójców nie czy innych tego typu elementów nie spotyka się na blogach przesadnie często.
D) Ważne osobistości 4/5
Ze wszystkich bohaterów chyba Varren jest najlepiej wykreowaną postacią – wulgarny, łatwo wpadający w złość ciężki psychopata z przeszłością mimo wszystko przypadł mi do gustu. Mimo całej jego… jakby to nazwać… mroczności (?) jest w nim coś, co nie pozwala go mi nie lubić, choćby nie wiem, jak okropne rzeczy robił. Averyn natomiast to trochę kobieta uciśniona, trochę zawadiaka, a trochę pierdoła. Niby w ostatnich rozdziałach zaczyna się powoli ogarniać, jednak na początku opowiadania odniosłam wrażenie, że to sierotka Marysia, która nie wie, na jakimś świecie żyje. Kairn znowu jest ciekawy głównie dlatego, że potrafił tak dobrze się maskować. Natomiast martwi mnie plan dalszy – tutaj było mocno schematycznie, albo nijako: attention whore, gość uważany przez wszystkich za idiotę, albo szef, o którym nie potrafię powiedzieć absolutnie nic. Może dlatego, że pojawił się od biedy dwa razy?

Zabytki 10/10
- Dairen – strona główna
- O opowiadaniu – krótko, jasno, na temat – dla mnie w sam raz
- Rekruci – krótka notka o bohaterach. Bardzo krótka, ale wystarczająca. W końcu bohaterów trzeba poznać w trakcie lektury, prawda?
- Zapiski – spis treści, który dopiero przy większej liczbie rozdziałów będzie przydatny
- W drodze – czyli linki. Czy nie wygodniej byłoby wrzucić tam ocenialnie ze strony głównej?
- Śmietnik, czyli spam – Bór wie, jak bardzo na blogu przydatne. Bór i każdy blogujący
- Zapytaj – czyli odnośnik do wywiadera. Może mi ktoś wyjaśnić popularność tego cosia w Internetach? Czy to tylko ja jestem taka niedzisiejsza, że rozmawiam z czytelnikami przez komentarze?

Ostatnie zdjęcie 5/5
Punkty dodatkowe przyznaję:
- Za zaskoczenie mnie
- Za ostatecznie dającego się lubić Varrena
- Za ogarniającą się Averyn
- Za pojawiające się nieśmiało opisy otoczenia

Łącznie otrzymujesz 113 punktów, czyli bardzo dobry.

 Obiecuję, że postaram się pisać częściej. 
No dobra, nie obiecuję, ale POSTARAM się. Gdyby nie to, że studiuję, miałabym dla was multum czasu. A tak to nie mam. 


2 komentarze:

  1. Za ocenę dziękuję, jak będę mieć więcej czasu, to obiecuję ją ładnie skomentować :)

    (nie, nie będzie to pełen rage komentarzyk :P)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, udało się. Czas jest, dostęp do Internetu też, tylko klawiatura nie ta, bo od starego komputera... Jezu, mam nadzieję, że dożyję końca tego komentarza.
    Jeszcze raz dziękuję za ocenę i przepraszam za spóźniony komentarz.
    A właśnie, że NIE MAM CYTATU! :D Bo to moje słowa, chyba że mówimy tu o cytowaniu samej siebie... ;)
    Dużo osób zwraca mi uwagę na te nieszczęsne linki do ocenialni, dlatego pewnie je przeniosę, a i z ramkami postaram się coś zrobić.
    Potknięć w fabule staram się unikać jak ognia, niestety to taka moja ałtoreczkowa przypadłość, pewnych rzeczy po prostu nie widzę, ale właśnie dziękuję za te wytknięcia, na pewno poprawię wszystko, co zgrzyta. Dlatego potknięcia typu papierośnica/paczka fajek i miecz/sztylety będę usuwać, jak tylko będę mieć dostęp do laptopa (bo aktualnie męczę się z moim starym kompjutrem, a uwierz, to nie lada wyzwanie xD). Zrobienie z Averyn mary sue byłoby moją osobistą porażką :( Nie, Averyn jest trochę nieogarnięta, nie zawsze wie, co się dookoła niej dzieje i nie ze wszystkim potrafi sobie poradzić. Może z czasem trochę się wyrobi, ale na pewno nie będzie we wszystkim najlepsza :)
    Powiem tylko, że ani nie mam zamiaru robić z nich tru loverów, ani sprawiać, żeby poszli na noże i widelce. Schematy są fajne, o ile jeszcze można coś ciekawego z nich wyciągnąć :P w tym wypadku takie schematy byłyby jednak strzałem w kolano.
    Nie, Averyn jej nie poleruje, raczej zwyczajnie oczyszcza ją z kurzu (ale widocznie znów zadziałał mój skrót myślowy i to, co mnie wydawało się oczywiste, dla innych takie nie jest, więc trzeba to poprawić).
    O, a powiem Ci, że o tym, iż używam wyłącznie "i", nie wiedziałam. Coś na to tez poradzimy :)
    ifsihgsigah - tyle jestem w stanie powiedzieć o moich powtórzeniach. Często czytam swoje rozdziały przed wrzuceniem po 2 - 3 razy, więc wiele błędów przy tym eliminuję, później czytam je też, gdy są już na blogu i znowu eliminuję kilka błędów, ale powtórzenia zostają tak, czy srak :(
    Ze wszystkim oczywiście się zgadzam i w najbliższej przyszłości poprawię.
    Tło postaram się budować w najbliższym czasie, już latające brokuły aka Dante zwróciła mi uwagę na to, że owszem, bohaterowie są jako-tako opisani, ale świat i akcja w nim leży (na początku walnęłam nawet typowo ałtoreczkowego focha, ale szybko mi przeszło, bo wiem, że to prawda :P).
    W sumie krótki ten komentarz, ale hm... Nie bardzo wiem, co jeszcze napisać. Może później mnie olśni. W każdym razie: dziękuję raz jeszcze, z oceny dużo wyniosłam :)

    OdpowiedzUsuń