077.Ocena nieszablonowa bloga Czerwona królowa


Pod łyżeczkę pójdzie dzisiaj MlodaLarwa. Będzie to coś w stylu oceny nieszablonowej, jako że ocenię tylko treść i pewnie zarzucę paroma wskazówkami. Nie będę oceniać wyglądu bloga, pierwszego wrażenia ani dodatków, ponieważ, ze względu na zawieszenie obecnej strony, byłoby to po prostu bez sensu. Dodam za to, jak wyobrażałabym sobie Twojego bloga, czytając samą treść. Dla wytłumaczenia się dodam, że przymykam oko na zawieszenie ze względu na to, że MlodaLarwa czeka na ocenę już bardzo długo, a bloga został zawieszony nie tak dawno, dodatkowo historia zostanie wznowiona. Mam nadzieję.

O rozdziałach
~Prologue~
Bardzo króciutki rozdzialik, który ochrzciłaś mianem prologu, jest krótką wymianą zdań między mężczyzną a kobietą, dotyczącą osoby przez nich obserwowanej. Bardzo tajemniczy, intrygujący. Nie wskazuje na tematykę, pozostawia za to całą masę pytań. Muszę powiedzieć, że gdybym natknęła się na taki początek gdzieś przypadkiem, chętnie zostałabym na dłużej, żeby dowiedzieć się, kim są owe postacie i czemu obserwują kobietę o ognistych włosach. Potrafisz stworzyć klimat, masz bogate słownictwo i stosujesz ciekawe zabiegi stylizacyjne. Tyle mogę powiedzieć po tym krótkim wstępie.
~Demonai Prime~
Rozdział pierwszy zaczyna się niezwykłym opisem zwykłej podróży do szkoły i normalnego, uczniowskiego życia. Jest coś w Twoim sposobie pisania, co zachęca do dalszego czytania, nawet jeśli to wyrywek dnia z życia szarego nastolatka. A właściwie posępnej nastolatki – Caroline. Później poznajemy paczkę przyjaciółek dziewczyny. Naliczyłam ich pięć, choć sama już nie wiem. Nie jestem zwolenniczką wprowadzania naraz zbyt wielu postaci. Ot co, najzwyklejsza przerwa obiadowa (mogłoby się zdawać, bo każdy wie, że stołówka jest istnym polem walki). Później niezbyt miła konfrontacja ze szkolnymi „gwiazdorami”, wśród których Caroline i Lara miały upatrzone swoje obiekty westchnień. Przypomnij mi, MlodaLarwo, co sprawia, że dziewczyny uwielbiają ten typ? Błagam, nie mów mi, że to dlatego, iż są takimi dupkami, bo stracę wiarę w siebie... Wiesz, nie jestem miłośniczką opisów z życia codziennego, ale te są tak realistycznie, że mimowolnie widzę siebie z jedną słuchawką, pchającą wózek za wniebowziętą mamusią… Twój styl rekompensuje naprawdę wiele, choć mimo wszystko mam nadzieję, że akcja rozwinie się już niedługo. Caroline jest ponadto osóbką dość intrygującą – mimo swojej posępności, obojętności i zaciętości, jest także dość niezgrabna i w gruncie rzeczy nieśmiała. Dziwna mieszanka. Jest, w końcu coś koloryzującego szarą rzeczywistość. Pojawia się tajemniczy, młody mężczyzna. Czy odniosłam tylko mylne wrażenie, czy odegra on w Twoim opowiadaniu jakąś poważniejszą rolę? Masz naprawdę całą masę świetnych porównań i związków wyrazowych, to bardzo ubarwia całość. Kończę dopiero pierwszy rozdział, a Twoja historia już zahaczyła o obyczaj, romans, fantastykę i coś o charakterze psychologicznym. Czuję, że taka mieszanka może mi się spodobać, o ile dobrze ją pociągniesz. Widzę, że masz też podstawową wiedzę na temat motoryzacji… przyznam szczerze, że dla mnie to czarna magia. I magiczne, nieco straszne i zaskakujące zakończenie. Czarnowłosy chłopiec w telewizorze. Naprawdę jestem ciekawa, co będzie dalej i póki co, zupełnie nie rozumiem, dlaczego zdecydowałaś się na tymczasowe zawieszenie historii, skoro podwaliny wydają się bardzo dobre.
~Demonai Autre~
Początek rozdziału jest opisem miejsca. Bardzo rozbudowanym, ciekawym i obrazowym opisem. To kolejna mocna, a przynajmniej wystarczająca strona Twojego stylu. Czy rysy twarzy mogą być jednocześnie ostre i łagodne? Nie rozdrabniając się nad kolejnymi drobnymi wydarzeniami, bo  nie o streszczanie tu chodzi… Ann i Michael. Dziewczynę poznajemy nagle i równie nagle stają się parą. Może wypadałoby tą myśl nieco bardziej rozwinąć? Dać czytelnikowi trochę czasu na przetrawienie i oswojenie się z całą sytuacją. Dodatkowo Ann i… jasnowłosy chłopak, kolega Michaela, którego imienia nawet nie pamiętam, są kolejnymi postaciami do zapamiętania. Czy to nie za dużo? I sarna, która zdaje się kolejnym elementem mrocznej układanki. Kolejne spotkanie z tajemniczym mężczyzną, którego dziewczyna poznała w księgarni. Później robaki w talerzu, w porządku. I nagle okazuje się, że Michael także słyszy głosy. Trochę dziwnie, ale może i on ma w tym przedstawieniu jakąś podobną rolę. I Eric… okazuje się,  że Caroline podoba mu się. Irytuje mnie to. No nie wiem, od urodzenia cierpię na syndrom nieodwzajemnionej miłości i fakt, że w Twoim opowiadaniu wszystko idzie jak po maśle, wydaje mi się nierealny i dziecinny. A może by tak chociaż raz sad ending? I ostatnie ważne wydarzenie w tym rozdziale – spotkanie Emily i Henry’ego. Są intrygujący i przerażający. Ale muszę pochwalić Twoje wyczucie dotyczące zakańczania rozdziałów. Sądzę, że wiesz, kiedy skończyć, żeby zaciekawić czytelnika. I po przeczytaniu tych trzech rozdziałów, mogę powiedzieć tyle – historia ma naprawdę dobre fundamenty, rzeczy z jednej strony dzieją się strasznie szybko, a z drugiej opisy miejsc, normalnych, codziennych czynności zajmują dużo miejsca w rozdziałach, co spowalnia czytanie. Ale to w gruncie rzeczy normalna dziewczyna, której przytrafiają się nienormalne rzeczy, więc nie wyobrażam sobie innego połączenia. Jedyne zastrzeżenie dotyczy tej nieszczęsnej miłości. Czy nie jest zbyt różowo i tęczowo…?
~Demonai Trois~
Nie streszczając, zacznę może od tego, co mnie zniechęciło w tym rozdziale. Po pierwsze, Caroline wylatuje w stronę piekielnego rodzeństwa, jakby to były zwykłe dzieci. Po drugie, w momencie, kiedy dzieci zaczynają stwarzać oczywiste zagrożenie, przyjaciele kłócą się o to, kto będzie prowadził. Czy to nie wydaje się nieco dziwne? Nie licząc tego, cała reszta wydała mi się jak najbardziej w porządku. Mogłabyś pokombinować trochę bardziej ze stworzeniem klimatu grozy, bo choć dało się wyczuć tę nutkę straszności, mogłabyś osiągnąć znacznie lepsze efekty. Wydaje mi się także, że ten rozdział aż prosi się o wzbogacenie opisów, w końcu działo się tyle fascynujących rzeczy, choć to w gruncie rzeczy tylko krótka chwila. Ciekawa jestem, co teraz zrobi czwórka przyjaciół. Ja to bym osobiście uciekała, gdzie pieprz rośnie, nawet wiedząc, że wampiry podążą za mną…
~Confruntari Prime~
Kłótnie, kłótnie, kłótnie. I ironiczny nastrój. Nie wiem, czy nie lepiej byłoby, gdybyś opisała to bardziej poważnie. Skoro Eric podnosi Caroline ciśnienie, czy nie lepiej byłoby, gdyby odczuwała do niego realną niechęć, żeby sytuacja między nimi była bardziej zaogniona? Póki co, wygląda to raczej jak dziecinne zaczepki niż spór nastolatków, w którym nie brak przykrości. Kolejne, do czego mogłabym się przyczepić, to radość, z jaką chłopcy przyjęli wiadomość o rozdzieraniu wampirów. To tak, jakby tylko czekali na to, żeby kogoś zabić, a to przecież nie jest zupełnie ludzkie, nie wspominając już o formie, jaką one przybrały – czymkolwiek by nie były, wyglądały jak dzieci. Nie zauważyłam w Twoim opowiadaniu żadnych skrupułów z tym związanych. Później nieco wyjaśnień i domysłów, trochę rozluźnienia. A później coś, co znowu nie mieści mi się w głowie – Caroline odprowadziła przyjaciół i wracała. Sama. Nie sądzę, że wyszłabym gdziekolwiek – szczególnie sama, gdybym wiedziała, że coś tak nieludzkiego zagraża mojemu życiu. Muszę przyznać, że opis przeżyć walentynkowych przypadł mi do gustu. Mogę spokojnie powiedzieć, że gdyby zauroczenie Caroline rozwijało się w takim klimacie, byłoby w porządku. Dziwię się też, że koledzy Erica nie próbują na siłę ich zeswatać. W męskich kręgach wmawianie kolegom miłości i natarczywe żarciki i sugestie to chyba standard. Podoba mi się także to, że przedstawiłaś uczucia z perspektywy Erica. To pozwoliło w niewielkim stopniu zrozumieć, co on czuje.
 ~Confruntari Autre~
Powiem szczerze, że nie wiem, co powinnam napisać o tym rozdziale. Był normalny, nie było w nim nic fantastycznego ani mrocznego. Kręcił się jedynie wokół uczuć Caroline i Erica. Muszę przyznać, że pozwolił mi na chwilę wczuć się w ten klimat niepewności i zauroczenia. To, że nie wydarzyło się w nim nic związanego z wampirami, wcale nie jest ujmą. Wydaje mi się, że stworzenie luźniejszego, słodszego rozdziału to dobry krok. W dodatku na tyle dobrego, że nie mam do niego absolutnie żadnych zastrzeżeń.
~Marque Prime~
Rozdział zaczął się poznaniem ojca Caroline, poniekąd przyznaniem się do uczuć, jakimi darzą się nastolatkowie i… rzezią. I znów – nagle z krzaków wyłonił się pogromca wampirów i w jednej chwili spalił demoniczne bliźnięta. Ułamek sekundy – wydawałoby się. I znów – mało satysfakcjonujący opis. Jak to jest, że rozpisujesz się tak dokładnie i emocjonalnie, kiedy opisujesz drogę do szkoły, a kiedy akcja się rozkręca, zaczynasz wszystko zbyt szybko i równie niezauważalnie kończysz? To z pewnością jedna z rzeczy, której powinnaś poświęcić więcej uwagi. Rozmowa z czymś, co kryje się w Twoim własnym umyśle to coś, co zawsze mnie… fascynowało? Sama miałam postać, rzekomo schizofrenika, który prowadził rozmowy z własnym wnętrzem. Ciekawa jestem, do kogo należał głos, który posiadał tak rozległą, biologiczną wiedzę. Czuję się lekko wzburzona. To, na co już wcześniej zwracałam uwagę – brak powagi, zbyt słabe uczucie strachu całej czwórki, która bawi się w pogromców i w ogóle nie zwraca uwagi na to, że mogą stracić życie. Zbyt znikoma rozpacz, niewystarczająco dobrze opisana tragedia, jaką była śmierć Ann. Niezbyt zaskakujące ujawnienie tajemniczego mężczyzny z supermarketu – Williama, który także jest wampirem. Podoba mi się podsumowanie rozdziału, a jednak cała ta akcja, podobnie jak walka Jamesa z wampirem, wydaje mi się mocno nierealna (jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało w związku z tematyką) i banalna. Pomysł jest naprawdę dobry i ciekawy, ale więcej opisów, więcej uczuć, więcej szczegółów, więcej skrajności!
~Marque Autre~
No i znów jestem w potrzasku. Boże, jak mnie denerwuje to nierealne podejście do, o zgrozo, morderców! Wampirów! Wszyscy traktują je jak zabawę, jak jakieś obiekty do rozrywki. Ann szybko, zdaje się, poszła w niepamięć, Alice w ogóle nie wydała się zniesmaczona czynami wampirów, Caroline… nie wiem już sama, co o niej myśleć. Jak postrzegać jej postawę wobec tego wszystkiego. Jedynie Michael w całej tej dzikiej sytuacji wydał mi się normalnie myślącym facetem. Ale dokładniej – denerwuje mnie przesłodzona atmosfera w związku z Williamem. Całą swoją osobą denerwuje mnie Gabrielle. Zbyt dużo tu słów o śmierci, o strachu, o miłości i innych uczuciach, a za mało emocji samych w sobie. Za mało rozpaczy po utracie przyjaciółki, za dużo wiary Alice w opowieści Caroline, zbyt duża ignorancja mamy Caroll. I niewielka rola psa. Wydaje mi się, że jej zachowanie spowodowane obecnością wampirów mogłoby urozmaicić całą historię. Za mało zrozumienia, jeśli już zaakceptować postawę Williama i Gabrielle, w sprawie śmierci bliźniąt. Naprzykrzały się, a Caroline jakoś nie pomyślała, aby zrzucić winę na nich za niedopilnowanie dzieciaków. I znów moje pytanie, bo choć przestało być kolorowo, czy Caroll nie zmierza przypadkiem ku syndromowi Mary Sue…?
~Ignis Prime~
Czytając ten rozdział, pomyślałam sobie, że świat jest pełen ironii, naprawdę. William kochał noc i to tą noc przyszło mu zapewne nienawidzić po tylu latach życia. Cholernie ironiczne i okrutne. Dziwię się, że Caroll nie zapytała Gabrielle o Jamesa. A jeśli chodzi o moje spostrzeżenia tak ogólnie… William jest uroczy, sympatyczny, taki tam wampir-dżentelmen, którego chętnie sama bym poznała. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubię. Jego życie jako człowieka było naprawdę ciekawe, sądzę, że dobrze je ułożyłaś. Ciekawa jestem, jak zakończy się jego opowieść. I Eric… jego też lubię, a to, że zerwał z Caroll przez jej „nietypowe” życie, wcale mnie nie zraziło. Rozumiem go na swój sposób i ta decyzja wydaje mi się racjonalna, choć jednocześnie żal mi dziewczyny. I znowu ta ironia, kiedy człowiek budzi się z uśmiechem i kończy, płacząc.
~Ignis Autre~
Wielbię Cię, jeśli słuchasz Within Temptation. Kolejny objaw zrządzenia losu – zdołowanej Caroline leci w tle All I need... Wiesz, ten rozdział, chyba jako pierwszy, wywołał we mnie tak wiele uczuć naraz. Tak wiele skrajnych uczuć. Powinien być dla Ciebie wzorem, bo tutaj nagle poczułam przerażające niezrozumienie wobec tego, co zrobiła Caroll, poczułam, jakbym sama spadała, widząc wokół siebie obrazy z życia jej i Williama. Ogromny smutek i rozpacz. Czułam tę tragedię i rozumiałam ból, jaki nimi kierował. Jak najbardziej na miejscu było to, że William nie opanował żądzy krwi, kiedy Caroline podstawiła mu zakrwawiony nadgarstek pod same usta. I jego troska i wyrozumiałość, z jakimi opiekował się dziewczyną podczas jej przemiany. Naprawdę, naprawdę wspaniały rozdział. Śmiem twierdzić, że do tej pory najlepszy i rozpalający we mnie płomyk ciekawości. Chociaż może powinnam powiedzieć inaczej. Płomyk tlił się od początku, teraz to już istne ognisko.
~Deus Mortuorum~
Ciąg dalszy miodu dla mojej wyobraźni (o nie, Ty zbereźniku, nie daj się poznać z tej brzydkiej strony, a fe!) i dla moich oczu. Na początku Twój styl pisania pozostawiał nieco do życzenia, z każdym rozdziałem jednak wszystko zaczyna rozkwitać, stawać się coraz wspanialsze. Zarówno wizja w Twojej głowie, którą przelałaś na kartkę, jak i sposób, w jaki ją zapisałaś. Cała ta dramatyczność, wzniosłość. I tak bardzo realne opisanie ich uczuć… Powiedz mi, jesteś dumna z tego rozdziału, mimo tego, że jest taki króciutki? Powinnaś, bo to, czym jest, to sztuka w pełnym tego słowa znaczeniu. Niemal widzę Twoją sylwetkę pochłoniętą pisaniem, wśród ciemności, z lampką, która oświetla jedynie Twoje dłonie. I te oczy, nieobecne dla ludzi, oczy patrzące w głąb umysłu. Poruszyłaś mnie, dziękuję.
~Coronam Vitae Prime~
Kolejny utwór, który dobrze znam. Nie godzi się mieć tak podobnych gustów muzycznych! W każdym razie, Twoja umiejętność dobrania muzyki do klimatu jest z pewnością godna pochwały. Wątpliwości. William wiedział, że się pojawią i miał rację. Dziwię się, że nie padło „A nie mówiłem?”. Uwielbiam baśniowy klimat i magię, którą otoczyłaś zamek wampirów i wszystkie wydarzenia, jakie miały miejsce w tym rozdziale. Czy tylko mi się wydaje, że William stał się jakiś zaczarowany, sentymentalny…? Poruszony? I, na Boga, jak Caroll zareaguje na to, że William traktuje ją jak jakąś kobietę ze swojej przeszłości, nawet jeśli odrodziła się jako ona? Pozostawiasz naprawdę wiele pytań i nie sądzę, żebym teraz dała radę oderwać się od czytania!
~Coronam Vitae Autre~
Niewiele mogę napisać o tym rozdziale, bo też niewiele z niego wynikło. William podjął kontynuację swojej opowieści, a ponieważ przerwałaś dość szybko, śmiem przypuszczać, że prawdziwy szok będzie w następnym rozdziale.
~Coronam Vitae Trois~
Na swój sposób rozumiem, czemu oddzieliłaś od siebie te trzy krótkie części, choć równie dobrze mogłyby stanowić jedność. Ale nie to jest ważne. William poniekąd dokończył zaczętą kiedyś historię, uświadamiając Caroll, że odrodziła się jako Czerwona Królowa. Naprawdę dobrze to wszystko ułożyłaś, aż dziw bierze, do czego zdolny jest ludzki umysł! Zżera mnie ciekawość, co będzie dalej, a jednocześnie zastanawiam się, co się dzieje w świecie „żywych”, który Caroline opuściła.
~Revertetur Deae~
Ostatni napisany rozdział. Wiesz, chętnie czytałabym dalej, gdyby tylko coś jeszcze było. Ale do rzeczy. Szkoda mi Williama, budzi we mnie żal, kiedy pomyślę o oddaniu, z jakim poszukiwał swojej królowej, chociaż wydaje mi się na swój sposób obłąkany. Domyślam się, że w końcu dopnie swego. Nie mogę wiedzieć, czy rozdział zakończył się makabrą, jednak przypuszczam, że William zrobił coś, czego Caroll z pewnością mu nie wybaczy. O ile to William. I o ile zrobił to, co myślę, że zrobił, ale tego się na razie nie dowiem, ponieważ w naturalny dla siebie sposób ucięłaś rozdział w najmniej oczekiwanym momencie. To wszystko jest naprawdę tragiczne, ale to mój klimat, więc możesz być pewna, że te piętnaście rozdziałów urzekło mnie całkowicie. Jeśli wznowisz opowiadanie lub zaczniesz je od nowa, z przyjemnością będę regularnie śledzić losy bohaterów, ale o tym później, bo to jeszcze nie koniec tej mojej nieszablonowej oceny!

O błędach
Nie wypisywałam błędów, jakie pojawiły się w rozdziałach, ale były to głównie powtórzenia, bardzo rzadko błędy ortograficzne, czasem błędy interpunkcyjne. Ale ogólnie nie jest źle, choć mimo wszystko proponuję pisać w wordzie, sprawdzać kilka razy, najlepiej w odstępach czasowych, żeby mieć trzeźwy umysł, a po tym wszystkim i tak dać do sprawdzenia jakiejś dobrej duszyczce. Stanowczo nie mam zastrzeżeń co do zapisu, zarówno całości, jak i dialogów. Tym bardziej do stylu, który zauważalnie się polepsza i mam nadzieję, że będziesz dalej nad nim pracować, bo słownictwo masz naprawdę bardzo bogate i potrafisz dobrze i lekko pisać, dzięki czemu przyjemnie się czyta. Jeżeli masz problem z jakimś wyrażeniem, słowem czy z interpunkcją, polecam poradnię PWN. Sama korzystam z niej za każdym razem, kiedy nie jestem czegoś pewna.

O pomysłowości
Jeżeli chodzi o pomysł na historię, jest naprawdę dobry! Nie wiem, czy sama potrafiłabym wymyślić coś równie ciekawego i niepowtarzalnego. Nie zmarnuj go, zacznij pisać od nowa i dopracuj sobie całość, żeby wszystko było dopieszczone i wygłaskane, bo warto. Możesz wprowadzić jakieś dodatkowe wątki, które jakoś przeplatałyby się z tym jednym, głównym, któremu się poświęciłaś do tej pory. Możesz przedstawiać sytuację z paru punktów widzenia, żeby czytelnik mógł się wczuć w sytuację wszystkich bohaterów, nie tylko Caroll. Osobiście polecałabym jednak narrację trzecio-osobową i narratora wszechwiedzącego. W każdym razie, ogólny pomysł jest jak najbardziej w porządku.
Jeżeli zaś chodzi o pojedyncze zwroty akcji, sytuacje, wypowiedziane słowa… nie jest źle, ale z pewnością warto nad tym jeszcze popracować. Szczególnie nad tym, o czym już wspominałam wcześniej – o wprowadzaniu zbyt wielu postaci naraz, o tworzeniu zbyt sielankowej wizji i miłości od pierwszego wejrzenia, a jeśli już opisujesz takie sytuacje, spraw, żeby były niespodziewane i niebanalne. Rozwijaj raz rozpoczęte wątki, wprowadzaj nowe, przeplataj je ze sobą, ale nie rozwijaj ich zbyt szybko, tak, jak to było na przykład z Michaelem i Ann. Pozwól temu rozkwitać, a nam pozwól się z tym oswoić. Dbaj o to, żeby wszystko było realistyczne, obserwuj to, co dzieje się wokół Ciebie, a najlepiej późnym wieczorem puść sobie jakiś straszny horror – i wtedy, pod wpływem strachu, który odczujesz, pisz rozdział. Nie rozpisuj się tak bardzo nad codziennymi czynnościami, a poświęć nieco więcej uwagi rozwijającej się akcji albo momentom skrajnych emocji, tragedii i przerażeniu, które tyle razy powinny mieć miejsce w Twojej historii. I zawsze, bezwzględnie przestrzegaj ciągu przyczynowo-skutkowego. Nie będę od nowa wymieniać tego, co było w rozdziałach dobre, bo o tym już powiedziałam wystarczająco dużo w opisach rozdziałów. Podsumowując tylko Twoją pomysłowość, z pewnością nie można Ci jej odmówić. Masz własną wizję i trzymasz się jej, byle tak dalej.

O bohaterach
I jeszcze parę słów o bohaterach. Może więcej niż parę, bo chciałabym o każdym powiedzieć wystarczająco dużo, żebyś wiedziała, jak oni wyglądają z perspektywy czytelnika.
Jako pierwszą poznajemy Caroline. Momentami – no dobrze, częściej – miałam mieszane uczucia wobec niej. Na początku jest posępną, zwykłą, szarą dziewczyną, która ma swoją paczkę przyjaciółek, swoje zdanie i swoje życie. Potrafi pokazać pazurki, chociaż jest też w pewnym stopniu nieśmiała, a nawet zamknięta w sobie. I dotąd było w porządku. To, co mnie w niej irytowało, to ta bezmyślna odwaga i pakowanie się w walkę z wampirami, nie myśląc w ogóle o tym, jak to się może skończyć. Kocha swojego psa, tym stanowczo u mnie zapunktowała. I daje się ponieść emocjom. Przejawia egoizm, ale kocha i boi się zranienia. Jest też w stanie poświęcić się dla swoich bliskich. Jeżeli takie wrażenie miała wywoływać, to w porządku. Jeśli nie, może powinnaś poświęcić jej więcej czasu? Może powinnaś nad nią pomyśleć? Jaka ma być, co zmieni się w niej w trakcie tych wszystkich wydarzeń, jakie wartości liczą się dla niej najbardziej, jakie najmniej? I czego chce od życia? Do czego dąży?
Wszystkie jej koleżanki – Claudię, Larę, Alice i…? Tylko te zapamiętałam, może było ich za dużo? Może powinnaś ograniczyć liczbę bohaterów? – wrzucę do jednego worka. To szare myszki, chichotki, z którymi można przeżyć wspaniałe chwile. Pocieszają Caroll za każdym razem, kiedy jest smutna, zawsze są gdzieś obok. Ale czy nie powinny też czasem pokazać, że potrafią ją kopnąć w dupę i sprawić, że weźmie się za życie? Dodatkowo Alice zirytowała mnie swoją… no nie wiem, swoim zafascynowaniem i brakiem wyobraźni podczas spotkania z wampirami, może tak to ujmę. Mogłabyś nadać im nieco więcej indywidualności, bo póki co zlewają się w jedną całość. Rozgranicz je jakoś, jeśli chcesz wprowadzić aż tyle postaci, poświęć każdej więcej czasu i zrób sobie taki sam schemat, jak w przypadku Caroll, dla każdej z nich.
Później chłopcy – z całej ich paczki pamiętam tylko Erica i Nicka. W przypadku Nicka pamiętam tylko imię. Poświęcę więc chwilę samemu Ericowi. Typowy chłopak, popularny, zadziorny, ale i nieśmiały. Zawsze chce wyglądać na pewnego siebie, zdecydowanego i odważnego. Ale nadchodzi moment, kiedy się poddaje i wycofuje. Przyznaje się do tego, że chce żyć normalnie, choć mówi wprost, że kocha. Lubię jego postać i mimo tego, jak go przedstawiłaś, naprawdę darzę go ogromną sympatią. Denerwuje mnie jedynie to, że tak bardzo kieruje się opinią otoczenia, choć to zrozumiałe. I to, że mimo swojej miłości do Caroll, obściskuje się z Emmą - szkolną gwiazdą, która pojawiła się może dwa, trzy razy i zawsze ciągnęły się za nią nieprzyjemności. Taka postać też jest potrzebna w każdym opowiadaniu, dlatego nie zamierzam jej krytykować.
Ann i Michael – ich też wrzucam do jednego wora, jako tych, którzy irytowali mnie chyba najbardziej. Ann, cicha dziewczynka, jakby bez własnej woli, jakaś… no nie wiem, jakby zapychała jakąś lukę. Najsłabsze ogniwo. Nie mówię, że w ogóle bym ją usunęła, ale z pewnością stworzyłabym jej wizerunek nieco inaczej. I Michael. Nie wiem, jego po prostu nie lubię. Wydaje mi się, że dobrze go przedstawiłaś, ale tak naprawdę zaczęłam go lubić dopiero po śmierci Ann.
James – nagle wyskoczył z krzaków, w jednej sekundzie narobił zamieszania, namieszał w życiu nastolatków, a później został porwany przez Gabrielle i słuch po nim zaginął. Dziwię się, że nikt nie zapytał o to, co się z nim stało. Myślę, że powinnaś trochę przystopować. Wprowadzić go w jakiś bardziej przyzwoity sposób i wyjaśnić, gdzie zabrała go wampirzyca. Może napomnieć co nieco o jego przeszłości? O jego życiu?
Gabrielle – to kolejna wkurzająca postać. Kiedy się na początku pojawiła, myślałam, że jest ponad innymi wampirami, ale jak mi się później wydało, to raczej William sprawował wśród nich coś na kształt władzy. To w każdym razie dobrze wykreowana suka, choć nie do końca rozumiem jej działania, ale to pewnie zostałoby wyjaśnione w kolejnych rozdziałach.
Rodzina Caroll – zarówno brat, jak i rodzice i ich nowe rodziny, budzą we mnie jak najbardziej pozytywne uczucia. Są ciepli i kochający, choć nie zostało chyba wyjaśnione, dlaczego i kiedy rozwiedli się rodzice dziewczyny. W każdym razie podobają mi się jej relacje z nimi. Może matka jest zbyt dużą ignorantką, ale ojciec z kolei wydaje się nadopiekuńczy, więc mogłabym to zrozumieć ze względu na równowagę. Nie wyobrażam sobie, że ta sytuacja mogłaby się przedstawiać jakoś inaczej, więc jeśli będziesz zaczynać od nowa, najlepiej byłoby chyba zostawić to tak, jak jest obecnie.
I jako wisienka na torcie, William. Jemu poświęcę dłuższą chwilę, jako że w trakcie publikowania rozdziałów bardzo się zmienił. Cechą, którą bezsprzecznie można mu przypisać, jest tajemniczość. Ale poznajemy go jako normalnego gościa, szarmanckiego, czarującego i przystojnego. Kiedy Gabrielle wspomina o jego zakochaniu, wydaje się speszony, zażenowany, onieśmielony, uparcie ignoruje ten temat. Te emocje jakoś niezbyt mi do niego pasują. Później poznajemy jego bardziej dziką naturę, kiedy nie powstrzymuje żądzy krwi, ale też widzimy go jako opiekuńczego i wyrozumiałego opiekuna, kiedy troszczy się o Caroll w czasie jej przemiany. Jest nam dane zobaczyć jego namiętność, nad którą nie panuje, jego duszę artysty, ale też swojego rodzaju władczość, a z drugiej strony podporządkowanie. A ostatecznie dochodzi do tego, że zdaje się na swój sposób obłąkany. Rozdziera go tęsknota za Charlotte, co popycha go nawet do okrucieństwa. Czy teraz widzisz, jak szeroki jest zakres jego charakteru? Czy nie warto by go trochę zawęzić, żeby nie wydawał się nijaki?
To chyba tyle, jeśli chodzi o bohaterów. Tym, co radzę zrobić w pierwszej kolejności, jeszcze przed wznowieniem historii, jest stworzenie sobie schematów postaci – wspominałam o tym przy Caroll. Spójrz na wydarzenia z perspektywy każdej z postaci, zrób ją na tyle trójwymiarową, żeby można się z nią utożsamiać. I opisz je w taki sposób, żebyśmy widzieli je tak, jak Ty widzisz. W gruncie rzeczy już są nieźle wykreowane, ale z pewnością nie zaszkodzi ich jeszcze doszlifować.

O mojej wizji Twojego bloga
Ponieważ jest to ocena nieszablonowa, a raczej sklejka moich spostrzeżeń i rad na temat Twojego bloga, napomnę jeszcze o tym, jak widzę pewne elementy dotyczące samej strony. Zacznę może od adresu. Czerwona-krolowa początkowo wydaje się z palca wyssana, ale kiedy dowiadujemy się, że Caroll prawdopodobnie odrodziła się jako owa Czerwona Królowa, wszystko nabiera sensu. Proponuję jednak coś bardziej osobliwego. Może coś w stylu tytułów? Lub coś innego, niebanalnego, ale niezawierającego polskich znaków. Ich brak w adresie wygląda nieestetycznie i psuje cały efekt.
Jeżeli chodzi o cytat na belce, obecny prawdopodobnie nawiązuje do całości opowiadania. Póki co, o władzy niewiele było, ale to przecież dopiero początek. W każdym razie, nie znalazłam nigdzie autora, a skoro napis jest ujęty w cudzysłowie, przypuszczam, że nie jest Twój. Warto by pamiętać o tym, ażeby autor był gdzieś zapisany malutkim druczkiem – po cytacie, tudzież na jakieś zakurzonej podstronie.
O podstronach słów parę – warto by, poza informacjami o Tobie, linkami, odnośnikami do Twoich stron, stroną główną, statystyką, listą rozdziałów i archiwum (po co Ci obie te pozycje?), napisać co nieco o blogu i o bohaterach. Przede wszystkim o bohaterach, zważywszy na ich liczebność.
I ostatnie, wygląd. Odkąd zgłosiłaś się do oceny, kolorystyka Twojego bloga mieści się w różnych odcieniach czerwieni. Domyślam się, iż bierze się to od koloru włosów Caroll. Ale muszę Ci powiedzieć, że bardziej klimatycznie byłoby w czerni, na przykład z czerwonymi wstawkami lub jakąś rudą postacią na nagłówku. Może odcienie szarości połączone z czerwonym? W każdym razie, nie robiłabym z czerwonego głównego koloru. Po dłuższym czytaniu na czerwonym tle, wcale nie byłabym pewna, czy nie załaduję komuś noża w plecy.

Podsumowanie
·         Nie wprowadzaj zbyt wielu postaci naraz
·         Skróć opisy codziennych czynności, a popracuj nad opisami akcji, uczuć i przemyśleń
·         Nie przesładzaj (historia Erica i Caroll wydaje się w porządku, ale Ann i Michael…)
·         Wczuj się w uczucia bohaterów i popracuj nad realnością ich reakcji
·         Pilnuj poprawności tekstu
·         Stwórz sobie schematy postaci i popracuj nad nimi
·         Najlepiej zacznij od nowa, lepiej i ciekawiej, i baw się przy tym dobrze!

Cieszę się, MlodaLarwo, że zgłosiłaś się do oceny właśnie do mnie, bo czytanie Twojego opowiadania było naprawdę ogromną przyjemnością. Wybacz, że tak długo czekałaś na ocenę, mam jednak nadzieję, że moje uwagi okażą się na tyle trafne i przydatne, że pomogą Ci w rozpoczęciu tego wszystkiego od nowa. Nie wystawię Ci oceny, jako że nie byłoby to zbyt sprawiedliwe wobec innych blogów, a także wobec Ciebie, w związku z tą całą nieszablonowością. Potraktujmy to po prostu jako konsultację, do czasu, aż Villemo pomyśli o wprowadzeniu nieszablonowych ocen i ustalimy stałą punktację. Sądzę jednak, że z punktów wyszłoby Ci coś na granicy trójki i czwórki, choć w moim mniemaniu powinnaś mieć przynajmniej mocne cztery.

Powodzenia w dalszym pisaniu!

2 komentarze:

  1. Dziękuję Ci serdecznie za ocenę, z pewnością bardzo mi pomoże przy pisaniu całości od podstaw.
    Jednak do całej oceny odniosę się w tygodniu, gdy znajdę więcej czasu na skomentowanie poszczególnych motywów i problemów, które poruszyłaś.
    Tymczasem bardzo, bardzo dziękuję i odezwę się w przeciągu kilku dni. :)

    Pozdrawiam,
    MlodaLarwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale o co chodzi? :P Ja niby powinnam oceniać nieszablonowo, bo tak się zadeklarowałam, ale wy nic nie mówiłyście na ten temat :P Więc nie wiem za bardzo, co masz na myśli :)

    OdpowiedzUsuń