079.Ocena nieszablonowa bloga Ogniem i dymem


Degustacja 72/80

a)                      Smak 26/30

Prolog – Słońce przebijające się zza chmur
Wszystko musisz mieć poukładane i uporządkowane, jak mniemam po prologu. Moje serce wypełnia euforia, kiedy widzę tak porządnie napisany rozdział – akapity dokładnie wyznaczone, równe wcięcia, chwile obecne oddzielone od wspomnień (bo tym właśnie były fragmenty pisane kursywą, prawda?), myśli od wypowiedzi. Odnoszę wrażenie, że utknęliśmy gdzieś w połowie tej specyficznej miłości, najprawdopodobniej w jakimś kulminacyjnym jej momencie, czy też w chwili, która zaważy na dalszych losach bohaterów. Masz, zdaje się, dobrze przemyślany pomysł i bohaterów, wprowadzasz wyrażenia typowe dla tego anime, co czytelnikowi przybliża klimat i wdraża trochę w ogólny temat. Kiedy się oglądało serię i wie się, o co chodzi. Ja mam to szczęście, lub też nie, być zupełnie świeżą. I muszę przyznać, że w mojej głowie raz czy dwa pojawiło się pytanie „ale o czo chodzi?”. Opisy są świetne, naprawdę – szeroki zakres słownictwa, wszystko poprawne i dopieszczone, jakbyś rozważała użycie każdego ze słów – ale zastanawiała mnie na przykład pierwsza z sytuacji, kiedy bohater idzie, nagle zabrakło mu sił, więc upadł, a potem okazuje się, że jest w jakimś więzieniu i jakiś sąd obraduje nad karalnym czynem, który popełnił. Jest pełno niewiadomych. Nie mówię, że to źle – to tylko zachęca do dalszego czytania i zastanawiania się, co też takiego zrobił i dlaczego. Ale zmiany tła są mylące. No i końcówka zaskakująca. Niespodziewanie pojawia się chłopak (początkowo bardzo korciło mnie wstawienie słowa „rycerz”, ale muszę przyznać, że w dzisiejszych czasach brzmi to niezwykle prymitywnie, ironicznie nawet) i ratuje go przed wyrokiem śmierci. A przynajmniej ja tak to widzę. Myślę, że ukazanie mojej wizji jest ważnym elementem oceny, żebyś zastanowiła się, czy tak chciałaś to przedstawić. To, czego powinnaś pilnować to zrozumiałość, ażeby tacy ogólnie ciemni i wolno myślący obywatele jak Mukudori, także ogarnęli całą sytuację.

„Nogi odmówiły mu posłuszeństwa, gdy upadł boleśnie na kamienną podłogę.” – To zdanie nie zawiera błędu jako takiego, chodzi mi raczej o ciąg przyczynowo-skutkowy – nogi odmówiły mu posłuszeństwa, gdy upadł, czy upadł, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa? Rozumiesz? Napisałabym raczej:
„Upadł boleśnie na kamienną podłogę, gdy nogi odmówiły mu posłuszeństwa.”
„Przeklęty morski kamień”, zaklął w myślach, czując jak opuszczają go wszelkie siły.” - przecinek
„Widział tylko tęcze kolorów.” - tęczę
„Domyślał się, że były to pytanie kierowane pod jego adresem, ale odczytywał ich sens jako pijacki bełkot.” – pytania, w tym zdaniu także przemyślałabym końcówkę – „sens jako pijacki bełkot”? Pijacki bełkot zazwyczaj pozbawiony jest sensu, więc może lepiej byłoby po prostu napisać, że „dla niego brzmiały one jak pijacki bełkot” albo „odbierał je jak pijacki bełkot”
„Nabrał podejrzeń czy struny głosowe nadal znajdują się na właściwym miejscu, ponieważ od dobrych kilku godzin nie był wstanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku.” – podobnie w tym zdaniu – „nabrał podejrzeń” zastąpiłabym na przykład „zaczął wątpić”
Poczuł jak pod zdartą skórę wdziera się słona woda, tak bolesna, że aż nabrał odruchów wymiotnych.” – przecinek, czy woda może być bolesna? Jeśli tak, zwracam honor, jednak nigdy nie spotkałam się z takim określeniem. Oddzieliłabym od siebie te dwa zdania:
„Poczuł, jak pod zdartą skórę wdziera się słona woda. Poczuł taki ból, że aż nabrał odruchów wymiotnych.”
Ace poczuł jak śmierdzący zapach dymu zakręcił mu się w nosie.” - przecinek
„[…] dokończył w myślach, wiedząc doskonale, że jego skryte pragnienie, stało się ich wspólną mrzonką o dniach wolności, które nie miały nadejść szybko zgodnie z ich oczekiwaniami.” – niepotrzebny przecinek, zmieniłabym ostatnią część – „nie miały nadejść szybko zgodnie z ich oczekiwaniami”, na chociażby „zgodnie z ich oczekiwaniami nie miały nadejść zbyt szybko”
„Miał wrażenie, że odrobinkę bardziej do niego pozytywnie nastawiony.” – napisałabym raczej „bardziej pozytywnie do niego nastawiony”, zmiana niewielka, a od razu brzmi znacznie lepiej

Rozdział 1 – Na swoim miejscu
Rozdział pierwszy ukazuje nam historię z nieco innego punktu widzenia. Poznajemy Tashigi, nową panią kapitan Marynarki Wojennej. Wprowadzono nas także w wątek tajemniczych morderstw, jak sądzę, choć nie zostało to powiedziane wprost. To, co podoba mi się w opowiadaniu, to dokładność, o której już wspominałam przy prologu. Wszystko tłumaczysz, wszystkiemu poświęcasz chwilkę. Z kolei to, do czego mam zastrzeżenia, to fakt, iż to wciąż za mało. Zbyt wiele nazw własnych rodem z mangi, zbyt mało wyjaśnień. Wyjaśnię Ci to na przykładzie wojny, o której wspomniano – wiemy, gdzie się odbyła, ale nie wiemy, kto z kim walczył i o co, a może warto by przytoczyć kawałek historii. Mogę zrozumieć brak emocji, a jednak nie pochwalam braku opisów wyglądu postaci. Wiemy, że Tashigi nosi okulary, ale jej kolor oczu czy włosów, lub chociażby sylwetka, są dla nas nieznane. To ważne, żeby pobudzić wyobraźnię i z delikatnymi wskazówkami wykreować daną postać. Wiadomo, że każdy zrobi to na swój sposób, ale liczy się to, że pozostaną części wspólne. Oczywiście tylko wtedy, kiedy nie oglądało się anime, ale dam sobie palec uciąć, że wśród czytelników Twojego bloga znajdą się także tacy, którzy kanonu nie znają. Podtrzymuję to, że masz dobry styl, choć momentami gubisz sens zdań.

 „Z wachlarza rozmyślań na ziemie sprowadziły ją z powrotem drzwi kajuty, otwierające się z impetem.” - ziemię
„[…] uważając, że ma swój rozum i sama powinna oceniać co jest dobre, a co złe na podstawie swojego światopoglądu.” – inni oceniający mogą mnie zjechać, naprawdę, jeśli w tym zdaniu strzelę jakąś gafę, jednak ja zapisałabym je tak (na Twoim miejscu po prostu dowiedziałabym się, jak to zapisać poprawnie, bo ja znalazłam różne wersje zapisu):
„[…] uważając, że ma swój rozum i sama powinna oceniać, co jest dobre, a co złe, na podstawie swojego światopoglądu.”
„Od chwili, gdy mianowanego go wiceadmirałem o wiele bardziej skupił się na swojej pracy i przestał traktować Tashigi jak dziecko, ale swoją prawą rękę.” – mianowano, przecinek, końcówka brzmi nie najlepiej – „ale swoją prawą rękę” albo zapisałabym inaczej („a zaczął jak swoją prawą rękę”, na przykład) albo całkiem bym z tego zrezygnowała, bo i bez tego wiadomo, o co chodzi
„Zlustrował Tashigi surowo, zawieszając spojrzenie na delikatnie zaróżowianych policzkach pani kapitan, która nerwowym ruchem schowała katanę do pochwy.” - zaróżowionych
„Kątem oka dostrzegł jak kobieta narzuca na ramiona płaszcz kapitana marynarki wojennej.” - przecinek
„Zawył z bólu, gdy igła z bliżej niezidentyfikowanego drzewa, wbiła się boleśnie w jego skroń.” – niepotrzebny przecinek
„Miał dość warunków pracy jakie przysługiwały mu przez te cztery bite dni, […].” - przecinek
„W jej sercu zagościła także nuta niepewności, fałszywej wiary w to, że bez Smokera u boku nie będzie w stanie kontynuować swojej kariery w Marynarce Wojennej.” – to zdanie wywołało u mnie lawinę myśli. Musiałam się aż poradzić, żeby wiedzieć, czy to ja nie mogę go zrozumieć, czy ono po prostu nie ma sensu. Co chciałaś nim przekazać? Rozumiem nutę niepewności spowodowaną brakiem Smokera, ale co z tą fałszywą wiarą? Czy ona wierzy w to, że nie da sobie rady? To brzmi niedorzecznie. I jeszcze fakt, że ta wiara jest fałszywa… na Twoim miejscu ujęłabym to inaczej, na przykład „bezpodstawnego przekonania”, czy jakoś tak…

Rozdział 2 – Ostatni krzyk nadziei
Rozdział drugi ucieszył mnie o tyle, o ile znalazłam w nim raptem dwa niedopatrzenia. Nie wiem, w jakich odstępach czasu pisałaś poszczególne części, więc nie mogę powiedzieć, że z czasem poprawił Ci się styl, ale pod względem poprawności ten rozdział jest najlepszy, póki co. Chociaż nie powiem, zbił mnie z tropu. Ace brał udział w wydarzeniach z prologu, spodziewałam się raczej innego splotu wydarzeń, a tu nagle leży, cudem chyba przywrócony do życia. Nie wiadomo, co działo się po tamtych wydarzeniach i nie wiem, co myśleć, choć nie powiem – zżera mnie ciekawość, co będzie dalej. I z nim, i z „rzeką trupów”, gdzie Smoker i pani kapitan są na dobrej drodze do odkrycia tajemniczego zniknięcia dwóch oddziałów. Choć domyślam się, że zrodzi to jeszcze więcej pytań, niż odpowiedzi. Powtarzają się wciąż rzeczy, o których wspominałam wcześniej – emocje są opisane zbyt ogólnikowo, jak na mój gust. Narrator wspomina, że ten bohater czuje się tak i tak, i na tym kończy się sprawa. No i brak opisów wyglądu, brak głębszej analizy zachowań, czyli tego, co Mukudori lubi najbardziej. A to, co muszę pochwalić, to to, że łączysz wiele wątków i nie skupiasz się na jednym bohaterze. Odnoszę wrażenie, że zamiast nastawiać się na bohaterów, nastawiasz się na akcję, stąd może brak emocji, a więcej zaskakujących, wnikliwie opisanych wydarzeń. Dobrze byłoby to jakoś połączyć.

Pamiętał jak wielokrotnie mówił dziadkowi Garpowi, […].” – przecinek
„[…] uśmiechu na samo wspomnienie swojego szalonego brata, który zawsze pakował się największe tarapaty.” – w największe

Rozdział 3 – AS pik
W rozdziale trzecim bohaterom zostają rzucone wskazówki i akcja nabiera tempa. Tym, co łączy oba główne wątki, jest AS pik. Ciekawa jestem, kim tak naprawdę jest AS,  i czy chodzi o jedną osobę, czy może to nazwa jakiejś organizacji (czy czegoś w tym stylu). I muszę przyznać, że ta historia z każdą chwilą zaczyna wciągać mnie coraz bardziej. Wiesz, sądzę, że czytelnicy, którzy liczą na prosto opisany, szybki numerek pełen namiętności, mogą się przykro zdziwić, czytając tę jedną, konkretną historię. Nie wiem, czy inne Twoje opowiadania także są utrzymane w takim klimacie, ale muszę przyznać, że choć czytuję opowiadania, których autorzy potrafią głębiej i bardziej realnie opisać uczucia i inne aspekty, naprawdę jesteś mistrzynią, jeśli idzie o fakty, intrygi i akcję. Jestem pewna, że odniosłabyś duży sukces i podbiłabyś serce Internetu pisząc kryminał czy thriller, lub chociażby jakąś historię przygodową o takim zabarwieniu. Wszystko trzyma się całości, jest logiczne i łączysz przyczyny ze skutkami, dodatkowo podoba mi się to, jak dokładnie wszystko sobie przemyślasz zawczasu, a nie piszesz tego, co akurat wpadnie Ci do głowy. A przynajmniej na to wygląda. Podoba mi się wielowątkowość i sam pomysł na historię, choć momentami nazw własnych jest zbyt wiele, o czym już wspominałam. No i nie dajesz wszystkiego od razu na tacy, a pozwalasz się czytelnikom domyślać i szukać związków między poszczególnymi wątkami. Wciąż jestem zdania, że jak na yaoi, jedyne, co nie jest wystarczająco dobre, to kiepskie opisy przeżyć wewnętrznych i zbyt mało opisów wyglądów postaci.

„[…] uważając jeszcze przy tym, aby przez przypadek nie wyrwać ich zawiasów […].” – z zawiasów
„[…] a blady uśmiech przypominał raczej jak niewyraźny grymas smutku, niżeli szczęśliwości […].” – niepotrzebne „jak”
„Pływałeś pod nią kiedy miałeś wspaniałe marzenia, […].” - przecinek
„Rozglądał się dookoła, lecz jedyne co widział to kamienne ściany, pochodnie, znak piku i swój własny cień.” – jedyne, co widział, to…
„Jednak Ace pierwszy raz życiu nie miał czasu walczyć do ostatniej kropli potu i narażać swojego karku.” – w życiu
„Pierwszy raz, od chwili przebudzenia poczuł, że żyje.” - przecinek

Rozdział 4 – Zabawa w chowanego
Wiesz, to strasznie schematyczne zaczynać nowy rozdział zaraz w miejscu, w którym skończył się poprzedni. Ty tego nie robisz, a może szkoda, że chociaż nie napominasz o poprzednich wydarzeniach, bo kiedy się czyta rozdziały w większych odstępach czasu, naprawdę można się pogubić. Całość przypomina mi raczej zlepek sytuacji i wspomnień, tak jakbyśmy resztę mogli dopowiedzieć sobie sami. Nie mówię, że to źle, broń Boże, to na swój sposób oryginalne, ale kiedy nagle znajduję się na statku, którym płynie kapitan Smoker i wspomina prośbę Portgasa, czuję się zagubiona. Choć nie powiem, sama ta sytuacja jest dość zaskakująca, bo Smoker, zgodnie z tym, jak go przedstawiłaś, nie wygląda na mężczyznę, który rozpamiętuje. Ale cieszę się, że ukazałaś go i w takim świetle, bo to sprawia, że wydaje się bardziej ludzki. No i błądzący po omacku, wycieńczony Ace. Ciekawa jestem, czy rzeczywiście znajdzie wyjście, a jeszcze bardziej intryguje mnie to, kim jest mężczyzna, który poddaje go próbie. Czyżby znali się z dzieciństwa? I jacy goście będą na kolacji? Czyje zdjęcie Ace dał Smokerowi? Kim tak naprawdę jest Ofelia? Cholera, tyle odpowiedzi, a do końca raptem dwa rozdziały…

„[…] warknął pod nosem, nie mając pojęcia, co go przywiało na pokład pełen marynarzy i jakim prawem powalił wszystkich jego ludzi na deski pokładu.” – powtórzenie
„Ile razy mam powtarzać, że nie kiwnę chociażby palcem aby wspomóc piratów, co?” - przecinek
„— Na kolacje będziemy mieć gości, droga Ofelio.” – kolację
„[…] pomyślał i wtedy stało się coś, co wykraczała poza zwykłą dziecinną zabawę w parku.” – wykraczało

Rozdział 5 – Wyspa śmierci
Muszę przyznać, że piąty rozdział podobał mi się póki co najbardziej. Emocji w nim było jakby więcej i w końcu wszystko zmierza ku wyjaśnieniu całej tej feralnej sytuacji. Jestem ciekawa, czy Smoker uratuje Portgasa tak, jak on to niegdyś zrobił i czy role z prologu się odwrócą. Jesteś mistrzynią w tworzeniu klimatu grozy i muszę przyznać, że przez chwilę zaparło mi nawet dech. A i błędów się nie doszukałam, brawo. Podobał mi się sposób, w jaki przedstawiłaś postawę Smokera wobec wyspy śmierci – niby z perspektywy pani kapitan, a jednak dało się czuć napięcie. No i bezradność Portgasa, prawie że łza zakręciła mi się w oku. Zastanawiająca jest reakcja mężczyzn i to kolejny moment, w którym zastanawiam się, co tak właściwie dzieje się w Twoim opowiadaniu. Gdyby było ociupinkę więcej takich opisów, strefa uczuć nie wydawałaby się tak ograniczona. Nie wiem, co jeszcze mogłabym napisać o tym rozdziale, bo w gruncie rzeczy nic nie wyjaśnia, chyba tylko pomaga w wyobrażeniu sobie całej sytuacji i śmiem przypuszczać, że jest ciszą przed burzą.

Rozdział 6 – Gwiazdka z nieba
To, co bardzo mi się podoba, to wprowadzanie cytatów, zwłaszcza mało znanych. To sprawia, że opowiadanie wydaje się nie tylko bardziej profesjonalne, ale jakby dojrzalsze, poważniejsze i wznioślejsze. O proszę, mamy tu nawet opis Ofelii. Jak to jest, że zarówno emocje, jak i opisy wyglądu wychodzą Ci tak świetnie, a jest ich tak niewiele? Nie wiem, czy już o tym wspominałam, czy jeszcze nie, ale uwielbiam wszystkie stosowane przez Ciebie zabiegi stylistyczne i Twój zasób słów, którym tworzysz specyficzny klimat niedzisiejszych czasów. A teraz, kiedy skończyłam ostatni podesłany mi rozdział, muszę przyznać, że jestem zawiedziona. Nie dowiem się teraz, co wydarzy się dalej, a właśnie teraz moja ciekawość sięga zenitu! Jak mogłaś przerwać w takim momencie…? Kiedy wreszcie doczekałam się uczuć, przerażenia, mogiły trupów, strachu i znalezienia odpowiedzi na wszystkie dręczące mnie pytania, taki numer…  W dodatku martwa, poskładana Ofelia, która porusza się i „żyje” Bóg wie jakim sposobem i… i właściwie co? Czy mężczyznę poniosła wyobraźnia na samym początku czy może miał wizję? Czy jego wyobrażenie było jeszcze czymś innym? Nie wiem, ale wzruszyło mnie to. Jesteś okropnym łamaczem serc, a kryłaś się z tym aż do szóstego rozdziału. I wiesz, w jakim momencie skończyć, żebym nie mogła spokojnie spać w nocy, niedobra Ty…

Poczuł jak ciepłe krople, których nie potrafił już powstrzymać, spływają po policzku i jak cała nadzieja, którą nosił w sobie, rozpada się na kawałeczki.”­ – przecinek, policzkach (nie brzmiałoby to logicznej?)
„[…], że jak tylko tu przyjdzie zaraz się obudzi i będzie jak w latach dzieciństwa.” - przecinek
Wyglądała jakby dobrze się bawiła.” - przecinek


b)                     Sposób zaparzenia 32/35
- ortografia 5/5 – na szczęście nie masz z nią problemów;
- zapis 5/5 – jak najbardziej poprawny, dopracowany i schludny;
- język 5/5 – bogaty, bezsprzecznie masz bardzo szeroki zakres słownictwa i umiejętnie stosujesz środki stylistyczne, wiesz, o czym piszesz;
- styl 5/5 – prosty, ale ciekawy, piszesz niezwykle obrazowo;
- dialogi 5/5 – nieczęste, ale poprawnie zapisane i naturalnie brzmiące, uwielbiam rozmowy Twoich bohaterów;
- przecinki 4/5 – znalazło się kilka błędów, ale nie były one drastyczne;
- inne błędy 3/5 – jak już wspominałam, zdarza Ci się gubić sens, stylistycznie nie zawsze wszystko gra, no i zdarzają Ci się literówki, ale to także nic poważnego.

c)                      Intensywność smaku 10/10
Pod tym względem Blogosfera naprawdę powinna brać z Ciebie przykład. Wszystkie te rzeczy, o których już wspominałam, a które sprawiają, że Twoje opowiadanie jest niepowtarzalne i ciężko się od niego oderwać, prawdopodobnie wywalczyły Ci u mnie piątkę, a u czytelników szacunek i podziw. Nie lubię się powtarzać, ale nie spotkałam jeszcze takiej historii jak Twoja. Zarówno jej forma, pomysł na historię, początek i napięcie rosnące z każdym rozdziałem, a także chirurgiczna wręcz precyzja w dobieraniu do siebie słów, faktów, wydarzeń i całych wątków (przede wszystkim wielu wątków), sprawiają, że powraca moja wiara w internetowych pisarzy. Wszystko zdaje się przemyślane i zaplanowane, bohaterowie nie zdradzają sobą więcej, niż powinni, a rozdziały kończą się w taki sposób, iż ciężko uwierzyć, że to już koniec.

d)                     Pojedyncze listki 4/5
Ciężko mi cokolwiek powiedzieć o większości bohaterów, bo w gruncie rzeczy historia kręci się wokół Portgasa i Smokera. Jeżeli chodzi o sam sposób, w jaki kreujesz bohaterów… nie wiem, jak to robisz, że mimo niewielu opisów wyglądu i uczuć, Twoi bohaterowie wydają się tacy żywi i realni. Ace i Smoker zdają się być zupełnie inni, ale oboje zyskali moją sympatię – Ace jako lekkoduch o duszy dziecka, który zawsze kroczy swoją ścieżką, trochę jak kot, a ta jego wakacyjna wizja jeszcze natrętniej podsuwa mi jego sylwetkę przeciągającą się w słońcu. Smoker z kolei przypomina mi żółwia – zarówno twardą skorupą, pod którą skrywa całkiem wrażliwe chyba serce, jak i swoim nieugiętym, z lekka apodyktycznym charakterem. Ale przeciwieństwa podobno się przyciągają. Najmilej czytało mi się te fragmenty, które dotyczyły bezpośrednio więzi między tą dwójką, podobają mi się ich relacje. Ofelia mnie zaintrygowała, dlatego mam nadzieję, że jej historii będzie poświęcona dłuższa chwila. Kobiety jej pokroju zazwyczaj budzą we mnie niechęć, a jednak jest w niej coś, co nie daje mi spokoju. No i AS pik. To chyba jedyna postać, która niejako zniechęciła mnie od samego początku, chociaż w gruncie rzeczy niewiele go było. A pani kapitan jest neutralna. Ludzie twardo trzymający się zasad zazwyczaj działają mi na nerwy, zobaczymy, jak będzie z nią w niedalekiej przyszłości, mam nadzieję. Więc, patrząc ogólnie, jest naprawdę świetnie, choć byłoby lepiej, gdyby uczucia pojawiły się w większych ilościach. No i te nieszczęsne opisy, bo na razie rzuciłaś jedynie strzępki informacji. To, co jeszcze muszę pochwalić, to normalność każdej z postaci, która pojawiła się w Twojej historii, nawet tych najmniej ważnych, epizodycznych. Wydają się tak codzienni, tak zwyczajni… to pewnie przez ich komentarze i rozmowy, bo, jak już wspominałam, dialogi wychodzą Ci naprawdę świetnie i ubolewam nad tym, że jest ich tak niewiele.

Chciałabym to jakoś podsumować, ale nie będę od nowa wypisywać wszystkich swoich spostrzeżeń. Skupię się raczej na tym, co mogłabyś poprawić. Przede wszystkim, bez względu na to, jak potoczy się ciąg dalszy historii, dbaj o zrozumiałość całości, jak i poprawność stylistyczną. Nie bój się czasem przedłużyć rozdziału, wspominając jakąś zamierzchłą historię albo tłumacząc nazwę rodem z anime. Kolejna rzecz, która nadawałaby się do poprawienia to długość rozdziałów – o tym jeszcze nie wspominałam, ale dwie strony w wordzie to naprawdę niewiele. No i ostatnie, ale o tym wałkowałam przez całą ocenę – więcej emocji i opisy wyglądu, choć w rozdziale piątym i szóstym było już znacznie lepiej.
Wybacz, jeśli spodziewałaś się bardziej szczegółowej oceny, dla mnie jednak najbardziej liczy się ogólna forma, pomysł, styl i człowiek – jego przemyślenia, zachowanie czy uczucia. A mój mózg, mimo usilnych starań, ignoruje szczegóły, które inne oceniające potrafią bezproblemowo wyłapać.
Przepraszam także, że tyle to trwało, ale naprawdę nie chciałam ocenić Twojego opowiadania „po łebkach”, bo zasłużyło na dobrą ocenę, a brak czasu, chęci i możliwości robi swoje.


Tak więc w moim mniemaniu, bezsprzecznie zasługujesz na ocenę bardzo dobrą.

2 komentarze:

  1. Moje serce chyba za chwilę wyskoczy mi z piersi. To pierwsza ocena Ogniem i dymem, jaką dostałam i nie mogę usiedzieć na tyłku. Bardzo dziękuję, że poświęciłaś czas na ten (po)tworek. Nie mam nic przeciwko, że ocena pojawiła się dopiero teraz, jestem naprawdę wdzięczna, że ganbarowałaś z oceną tego fika, mimo że nie znałaś w ogóle fandomu.
    Jak ochłonę, postaram się napisać coś, co będzie mieć ręce i nogi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo mojej nieznajomości kanonu, ocena sprawiła mi naprawdę wielką przyjemność. To ciekawa historia nawet dla niewtajemniczonych czytelników, tak myślę. Nie ma problemu, dziwię się i tak, że wpadłaś tu tak szybko!
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń