085.Ocena bloga Meaningless


Droga Yvonne, Twój blog został przeze mnie wylosowany na ocenę próbną. Oto ona.

Wrażenie ogólne 6/10
Po wejściu na bloga wita mnie czerń, czerwień, biel i szarość. W nagłówku tekst napisany jest tak malutką czcionką, że naprawdę źle się to czyta i wygląda. Ostatnio powątpiewam w mój wzrok, ale teraz został nadwyrężony i to konkretnie. Rozumiem, że tekst w innym rozmiarze by się nie zmieścił, ale skoro jest tak mały, to po co on tam? Widzę też smutną kobietę, idealnie wpasowuje się w głębię czerni, która panuje na całym blogu. Kwadratowe ramki troszkę nie pasują do całości, ale może być. Jedyną rzeczą, która naprawdę psuje efekt i źle wygląda, jest czerwony napis “Opowieść o utracie nadziei, opowieść o początkach buntu”. Dosyć dziwny i w sumie bez znaczenia jest adres, nie pasuje do belki, ale czy pasuje do opowiadania? Nie mam pojęcia. Tak całkowicie szczerze - adres nie zachęca, aby zostać tutaj na dłużej, ale może znajdzie on sens po przeczytaniu opowiadania.
Czerni jest naprawdę sporo i to w sumie ona gra tutaj pierwsze skrzypce. Ciekawa jestem, czy nie zepchnęła przypadkiem opowiadania na drugi plan.

Wygląd 6,5/15
Jak wspomniałam wcześniej, to czerń tu dominuje, ale da się ją znieść. Przeraża mnie wielkość czcionki na nagłówku, a także ten czerwony napis, który jest bardzo niewyraźny. Psuje on też dobre pierwsze wrażenie na temat bloga i autorki. Pokazuje to, że ktoś niezbyt dobrze zadbał o każdy szczegół szablonu. Mnie osobiście to boli, bo kiedy robię jakiś szablon, to staram się dopracować wszystkie szczegóły.
Drażniące są również czcionki w ramce “Ostatnia notka od autora”. Te literki są tak małe (dla moich już chorych oczu), że muszę się zbliżyć do ekranu, aby je odczytać. Zrozumiały jest też tutaj minimalizm, ponieważ zbyt duża ilość zdjęć, ramek, napisów, jakichś śmiesznych i głupich dodatków, zabiłaby cały ten czarny urok.
Nie mam także pojęcia, po cóż tutaj kolorowe zdjęcie, które przedstawia uciekające dziewczyny. To zdjęcie strasznie psuje cały efekt zbudowany przez ciemne kolory. Gdyby była taka możliwość, to zdjęcie idealnie wręcz pasowałoby tam w wersji czarno-białej.
Tak mała liczba punktów za te małe literki, straszny, czerwony napis na nagłówku i kolorowe zdjęcie “Ucieknijmy”.

Treść 67,5/80

a) Ogólna kompozycja 30/30
Zabieram się za czytanie pierwszych pięciu rozdziałów i prologu, a wtedy się rozpiszę na ich temat. Z kolejną piątką będzie tak samo, aż do samego końca.
Pierwsza piątka, w sumie szóstka, przeczytana. Opowiadanie dobrze rokuje, wciąga, a czasem nawet zadziwia. Jedynie główna bohaterka, Lyall, jest bardzo buntownicza. Jest to momentami aż nienaturalne, ale rozumiem, że taki ma to mieć wydźwięk. Jej historia nie jest szczególnie zachwycająca, ale łapie w pewnych momentach za serce. Czytając te rozdziały, dostawałam drgawek gałek ocznych. Ten szary na czarnym tle jest okrutny. Bolą oczy, a do tego muszę się porządnie skupić, aby nie zgubić linijki, którą aktualnie czytałam. Co jakiś czas musiałam odpocząć, bo inaczej nie dałabym rady. To naprawdę źle rokuje na dalsze czytanie tego opowiadania. Zaniechałabym tego, ale nie. Postaram się dotrwać do końca. Czasami nie mam pojęcia, kto co mówi. Gubiłam się w dialogach, w opisach. Lyall troszkę mnie denerwuje, nie można w życiu stosować tylko agresji. Powinna mieć nauczkę po tym, jak dostała od Strażnika
Pokoju w czasie żegnania się z bliskimi. Skoro wiedziała, co ją czeka w Centrum Odnowy, nie mogła się temu poddać, aby nie narobić sobie więcej kłopotów? Sierra jest dla mnie odwzorowaniem Cinny, stylisty Katniss. Opiekunka dystryktu dziewiątego przypomina mi Effie, nie wiem czemu, ale w Twoim opowiadaniu widzę te dwie persony tylko pod innym imieniem. Nie widzę u Ciebie jedynie Haymitcha. Zastanawia mnie też fakt, czemu Lyall tak bardzo obwinia się o śmierć swojej przyjaciółki i Gordona. Nie miała żadnego nakazu, aby być ochotnikiem za nią, tak samo za Vivien. Zrozumiałabym, gdyby coś takiego między nią a Laoise się zdarzyło, ale nigdzie o tym nie wspomniałaś, więc jej poczucie winy było trochę bezpodstawne. Przyjaźń przyjaźnią, ale w czasie dożynek każdy powinien myśleć o sobie i swojej rodzinie. Przynajmniej mnie się tak wydaje.

Część: 6-10
W tej części coraz więcej widać, coraz więcej się dowiaduję. Lyall czasami przypomina mi Katniss. Głównie w dialogu z Sierrą, kiedy ten ją ubierał i czesał. Tak bardzo podobne do tej sceny z książki. Jej sny są dość realistyczne, widać w nich, jak bardzo przeżyła śmierć Laoise. Zdziwiła mnie też scena, w której Lyall mówi do mentora o niepokazywaniu swoich umiejętności reszcie trybutów. To tak, jakby dać jej słowa Haymitcha.
Prezentacja indywidualna była dosyć ciekawa, ale napisana zdawkowo, jakbyś w ogóle nie chciała jej tam umieszczać. Najdziwniejsze było to, jak zrobiłaś z niej typową idiotkę, kiedy weszli do windy. Może nie zacytuję tego dosłownie, ale to brzmi mniej więcej tak: „Weszliśmy do pomieszczenia zwanego windą. Kiedy mentor nacisnął guzik z numerem dziewięć, w moim żołądku pojawiło się dziwne uczucie”. Rozumiem, że mogła nie wiedzieć, ale po co przedstawiać ją czytelnikowi jako idiotkę? Już i tak to wiemy, bo ciągle to powtarza, tak samo jak to, że jest pusta.
Nie powiem, zaczyna być to trochę męczące i drażniące, no bo ile można? Staram się ją jakoś zrozumieć, nie myśleć o niej jak o istocie mało myślącej, mało mądrej, ale jak o kimś wartościowym. Jestem trochę jak Sierra, pokładam w niej jakąś wiarę, może ona też powinna zacząć to robić? Mam tylko nadzieję, że w dalszych rozdziałach coś z tego będzie, bo jak na razie to robisz z niej niezdarę na poziomie maksymalnym. Takie trochę “party hard”.

Część 11-15
Po przeczytaniu tej części już widać, że inaczej opisujesz swoją główną bohaterkę. Stała się odważniejsza, bardziej pewna siebie. Sytuacja z Sierrą, kiedy pocałował ją w usta, była dość dziwna, taka nietypowa. Czyżby Lyall go pokochała bez względu na to, co myśli o miłości? Zaczyna być ciekawie, bardzo. Zdziwił mnie jedynie przypis pod jednym z rozdziałów, że w końcu napisałaś go sama. Dziwne, ale nie wnikam. Troszkę się uśmiałam, gdy chłopak sekundę przez rozpoczęciem igrzysk postanowił wybuchnąć, ale nie dziwię mu się, też bym tak zrobiła. Wolałabym umrzeć szybko, niż męczyć się, by przeżyć. Chyba mam słabą wolę przetrwania, ehh. Opowiadanie się już rozkręca, zaczyna być naprawdę ciekawie. Starasz się wplatać śmieszne elementy, które działają na korzyść tej historii. Najbardziej podobała mi się scena nad jeziorem, kiedy Lyall próbowała strzelać z łuku, a gdy jej brat powiedział, że też mu słabo z tym idzie, główna bohaterka się uradowała i zasiała trochę sarkazmu.

Część 16-20
I to mi się podoba, jest coraz lepiej. W końcu coś naprawdę ciekawego się dzieje. Sojusz, tego chyba potrzebowali najbardziej. Serafina i Torrance to intrygujące postaci. Najbardziej podoba mi się chłopak. Może nie pała zbytnio czułością do nich, ale chyba się przekona. Dziewczyna jest bardziej ufna i może to ją zgubić, choć czuję, że Victor i Lyall będą im pomagać i postarają się utrzymać ten sojusz jak najdłużej. Cieszę się, że żadne z nich nie zabiło Serafiny, a Torrance nie wpadł w szał. Jest podobny do Lyall z agresją, to mi się podoba. Wciąż nie mogę uwierzyć, że nasza główna bohaterka jest tak wstydliwa, jeśli chodzi o swoje ciało i rozebranie się.

Część 21-epilog
I oto jest koniec opowiadania. Szkoda, bo zaczęło się rozkręcać coraz bardziej. W sumie nie chciałam, aby Victor wygrał, bardziej liczyłam na Lyall. Myślałam, że jej determinacja będzie na tyle silna, aby to wygrać. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale było zaskakujące. Szkoda mi Torrence’a, ale cóż, to tylko igrzyska i tylko opowiadanie. Serafina później przestała być tak intrygująca, a oczywista, to jej towarzysz był zagadką. Czemu akurat Lyall, przecież mógł się postarać, wygrać te igrzyska i być z kimś innym, a tutaj wybrał zagadkową według niego dziewczynę, która poświęciła się dla swojego brata.
Trochę szkoda, że opowiadanie się zakończyło, naprawdę. Przeczytałam je dość szybko, ale to przez to, że niektóre rozdziały były krótkie i ledwo się rozkręciło, a już się kończyło.

b) Sposób sadzenia 24,5/35
Ortograficznie było kilka małych potknięć, które nie wpływały jakoś źle na odbiór danego rozdziału bądź zdania, albo całej sceny. Jedynym takim błędem, który utkwił mi w pamięci, było “Victor podbiega do zniszczonego, pokrytego bluszczem przystanka autobusowego.” - przystanku autobusowego. 5/5
Akapitów w ogóle nie było, jedyne odstępy między danymi scenami to jeden enter, a tak to w ogóle. Przez brak akapitów opowiadanie straciło na wizualnym dobrym wrażeniu. 0/5
Język nie był aż tak obfity w piękne słowa i górnolotne zdania, żeby się tylko zachwycać. Był ludzki, opisywałaś wszystko tak, jak to czułaś, jak widziałaś. 5/5
Twój styl nie zachwycał, ale też nie przerażał. Czytało się to umiarkowanie, dało się bez problemu przebrnąć przez wszystkie rozdziały. Nie zanudzałaś, a to najważniejsze. 5/5
Dialogi bywały różne. Czasami naprawdę nie wiedziałam, o co chodzi i czytałam je raz jeszcze, i dopiero wtedy je rozumiałam. Zapis poprawny, chociaż czasami dobór słów w wypowiedzi danego bohatera nie był zbyt zrozumiały sam w sobie, tak jakby to mówił robot, a nie człowiek. 2/5
Tutaj takim błędem, który rzucił się w oczy, to przecinek w wyrażeniu “mimo że”. Czytając, nie miałam jednak problemu, wszystko naprawdę pod tym względem było napisane poprawnie. 4,5/5
Innych błędów brak. 5/5

c) Pomysłowość 8/10
Ogólny zarys opowiadania jest interesujący, chociaż widać pewne niedociągnięcia, jeśli chodzi o główną postać. Lyall albo myśli o śmierci albo o niej nie myśli, ma wiele sprzeczności. Staram się ją rozszyfrować, ale nie zawsze się da. Dopiero od pewnego rozdziału jest inna, widać że zmieniłaś jej postać. Na początku cały czas myślała o sobie jak o idiotce, a później zrobiłaś z niej trochę bardziej odważną dziewczynę, bardziej pewną siebie.
Są też momenty, w których igrzyska nie przypominają igrzysk. Zachowanie strażników pokoju było najdziwniejsze, rozumiem Twój fanfik, ale to była troszkę przesada, kiedy jeden z nich uderzył Lyall.
Opowiadanie samo w sobie jest naprawdę dobre, nie ma może wiele wspólnego z oryginałem, ale starasz się wymyślić coś swojego w imię tych igrzysk. Wymyśliłaś ciekawą arenę, trybutów, ale brakuje zaciętości w walce z nimi. Dziewiąty dystrykt to ochotnicy, nie powinni mieć więcej woli walki, woli życia? Wystarczy spojrzeć na Katniss, jej upór był waleczny i dzięki temu przeżyła, a Lyall chce umrzeć. Taka sprzeczność, jeśli chodzi o ochotników.

d) Pojedyncze kwiaty 5/5
Lyall - dziewczyna, która cały czas uważa się za idiotkę, aż do momentu rozpoczęcia igrzysk. Udział w nich ją zmienia, jest odważniejsza i naprawdę pewna siebie. W pewnych momentach ciężko było ją zrozumieć, jej zachowanie wydawało się być dziecinne. Przerażające były jej sny i myśli. Śmierć, bo nie uratowała przyjaciółki, nie zgłosiła się za nią.
Victor - chłopak to istne przeciwieństwo swojej siostry. Wierzy w siebie, jest pewny swoich umiejętności, swojej siły. Stara się dbać o siostrę, martwi się o nią. Jego odwaga i poświęcenie, gdy na dożynkach wyszedł na ochotnika, by jego brat nie musiał zginąć, jest godna podziwu. Ma trochę z Katniss, jeśli o to chodzi, ale nie za dużo.
Sierra - typowy Cinna, ale nie w pełni. Cinna nie zakochał się w Katniss. Zrobił z Lyall piękność, którą nie była.
Serafina - zaskakująco dobra osoba. Jej pomoc Lyall pokazała ją z jak najlepszej strony.
Terrance - silny i wytrwały chłopak. Cały czas nie mogę zrozumieć, czemu Lyall mówiła do niego “chłopiec”.
Niestety o ostatniej trójce wymienionych tutaj bohaterów nie umiem powiedzieć nic więcej, ponieważ nie byli aż tak zaskakujący, jakby się mogło wydawać. Intryguje mnie tylko los Victora, który kończy się opowieścią o Katniss igrającej z ogniem.

Zaplecze 5/10
Wszystkie zakładki są jak najbardziej w porządku. Każda w stu procentach spełnia swoje zadanie. Strona, na której są cytaty, jest troszkę niewyraźna. Niektóre z nich da się rozszyfrować, ale innych już nie. Tę zakładkę bym zmieniała, zamiast cytatów na obrazkach - wpisałabym je tak po prostu, tak jak całą resztę masz wpisaną w zakładkach, jak piszesz opowiadanie, i podkreśliła wyraźnie, kto to powiedział. “Reklamy” - wypisane konkretne kategorie blogów, które z chęcią przeczytasz, o ile ktoś czyta Twoje opowiadanie. Jednak bardzo się różnimy, bo dla mnie to dość dziwne. Powinniśmy czytać to, co akurat wpadnie nam w gust, a nie tylko po kategoriach i niczego innego nie. Nie będę Cię tutaj karcić za to, ale tak średnio mi się to podoba.
Pięć punktów za te niewyraźne cytaty na obrazkach. Chciałabym móc je odczytać wszystkie, ale się po prostu nie da.

Szczególne upodobania 5/5
Najbardziej spodobało mi się to, że Lyall już nie jest taką idiotką, jaką była na początku. W kolejnych rozdziałach stawała się coraz bardziej odważna, pewna siebie, ale mimo wszystko przerażona tym, że umrze, będzie musiała zabić i nie uda się jej obronić brata. Nie zrozumiałam tylko, czemu stworzyłaś jako winną wylosowaniu Laosie na dożynkach, a także Vivien. Rozumiem, że chodzi o samą chęć bycia ochotnikiem, o poświęcenie się dla dobra innych, ale czy to musiało zrobić z niej męczennicę? Ja nie czułam tego bólu co ona, nie przeszło to na mnie. Teraz niektóre sytuacje naprawdę odczuwam, a przynajmniej się staram.
Podoba mi się też Sierra, jego zachowanie wobec Lyall, gdy szła na igrzyska, było jak najbardziej niepodobne do ludzi z Kapitolu. Dziewczyna, wydawałoby się, zakochała się w nim za jego normalność przy tych wszystkich dziwnych ludziach chodzących po Kapitolu.


Zyskujesz 90 punktów, a twój ogród jest przyjemny, ale do dopieszczenia, czyli dobry.

2 komentarze:

  1. Dziękuję bardzo za Twoją ocenę. :)
    Nie jestem za dobra w robieniu szablonów. Jestem kompletnym amatorem. Szczerze mówiąc, w pewnym momencie straciłam zainteresowanie moim opowiadaniem i już nie przykładałam do niego wystarczającej uwagi. Zaprzestałam interesować się jego wyglądem. W najbliższym czasie postaram się to zmienić i wszystko poprawić.
    Nigdy nie używałam akapitów i z perspektywy czasu uważam to za wielki błąd.
    Obrazki z cytatami można powiększyć. Wystarczy kliknąć w zdjęcie..
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za czas jaki mi poświęciłaś, tak wiele jeszcze chciałabym Ci powiedzieć na temat mojego bloga, ale najzwyczajniej w świecie wyleciało mi to z głowy.. Dziękuję i przepraszam. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co. ;)
      To było dla mnie w sumie przyjemnością jeśli chodzi o samo czytanie historii, którą wymyśliłaś. Czasami naprawdę było zagmatwanie, ale po chwili wszystko wracało do normy. Powiem Ci, że czasami też nie przykładałam wagi o wyglądu bloga, ale nauczyłam się sama dbać o szablon i teraz bardzo zależy mi na tym, aby blog był bardzo przejrzysty.
      Aktualnie sama piszę opowiadanie i dbam o wszystko, czasami jak mi akapity nie wychodzą, zaczynam je robić od nowa.
      Nie masz za co dziękować, naprawdę. To była przyjemność pisania tej oceny, a także czytania. Mam nadzieję, że z nowym opowiadaniem będzie lepiej. ;)
      Również pozdrawiam. :)

      Usuń